Warszawa, 10 marca 2019
Noc z dziewiątego na dziesiątego była najgorszą nocą od mojego przybycia do przeszłości. Choć położyłam się przed północą, to do trzeciej nad ranem tylko przewracałam się z boku na bok. Nie potrafiłam wyrzucić z głowy wydarzeń z ostatnich kilku dni. Moje myśli krążyły w okół rodziców i Mateusza. Cała trójka doprowadzała mnie do białej gorączki i sprawiała, że nie pragnęłam niczego tak bardzo jak powrotu do przyszłości. Byle tylko odzyskać spokój.
Mama wróciła do domu chwilę po tym jak skończyłam rozmawiać z Nicolasem. Próbowała udawać, że nic się nie stało, ale ja i tak zauważyłam zrezygnowane spojrzenie i zwieszone ramiona. Podziękowała za opiekę nad bliźniakami, a na pożegnanie przytuliła mnie tak mocno, że prawie straciłam oddech.
— Naprawdę cieszę się, że mam przynajmniej ciebie — szepnęła tak cicho, że ledwo ją usłyszałam.
Uśmiechnęłam się smutno. W tamtym momencie, patrząc w smutne oczy mamy, widząc, że jest na skraju załamania, ledwo powstrzymałam się przed tym, by nie powiedzieć jej prawdy.
Tak strasznie chciałam żeby wiedziała, że jestem jej małą córeczką. Że kocham ją najbardziej na świecie i robię wszystko, by ocalić naszą rodzinę. Chciałam powiedzieć, że tata nadal ją kocha. Że bardzo, bardzo się stara.
Wiedziałam jednak, że nadal muszę grać. Że cokolwiek by się nie działo muszę pozostać Pénélopą Bernard.
Gdy wróciłam do mieszkania, Nicolas zadzwonił by powiedzieć, że tata znów położył się w pokoju gościnnym.
Nie wiem jakim cudem opanowałam się przed podarciem dziennika. Wychodziło na to, że cokolwiek bym nie robiła i tak wracałam do punktu wyjścia. Tak, jakby wszechświat robił wszystko, bym tylko nie wróciła do domu.
Walczyłam z bezsennością, jednocześnie układając plan na najbliższe dni. Wiedziałam, że Nico miał kolejny pomysł, by pozbyć się Amelii. Miałam również nadzieję, że tata nie zaprzestanie swoich starać. Pozostawał jednak kwestia mamy. Po tym wszystkim co się stało, jej zaufanie do taty było bliskie zeru. Do tego nadal nie wyjaśniła kwestii tajemniczych gróźb. Czułam, że wystarczy jeden błąd, by mama porzuciła to życie. Nigdy nie była zwolenniczką tkwienia w związkach za wszelką cenę.
Musiałam coś zrobić, by uwierzyła, że tacie nadal zależy.
Zirytowana, w końcu sięgnęłam po telefon. Odnalazłam stronę szkoły, w której tańczyła mama. Przez chwilę studiowałam plan zajęć. Flamenco było idealnym pretekstem by na spokojnie porozmawiać. Zresztą przydałby mi się dzień odpoczynku.
Najbliższe lekcje były następnego dnia wieczorem. Wiedziała, że tata zostanie z całą dzieciarnią, a plan Nico na pewno nie powinien zająć więcej niż dwie godziny. Jeśli się pospieszę, powinnam zdążyć. Szczególnie, że zamierzałam wpaść pod koniec, niby pod pretekstem zapisania się na resztę semestru. Może nie była to najlepsza wymówka, ale najważniejszy był efekt.
Miałam już konkretny plan. Udało mi się nawet jakoś zasnąć. Szkoda, że tak późno, bo trzy godziny snu to było zdecydowanie za mało.
Nie zdziwiłam się specjalnie, gdy następnego dnia Trixie nazwała mnie królową zombie. W odpowiedzi posłałam jej tylko mordercze spojrzenie po czym nalałam sobie kolejny kubek kawy. Już przekroczyłam limit kofeiny we krwi. Ciekawe, czy jako podróżniczka w czasie jestem ubezpieczona.
Z niecierpliwością odliczałam kolejne godziny. Przecierałam oczy i co chwilę spoglądałam na zegar, jakby to miało przyspieszyć ruch wskazówek. Klientów obsługiwałam mechanicznie. Byłam w Polsce na tyle długo by rozumieć proste zdania. Zresztą niektóre nazwy kaw były tak pokręcone, że nawet kosmic mieliby problem by je wymówić.
W końcu zegar wybił trzecią, zebrałam pospiesznie swoje rzeczy, rzuciłam krótkie cześć, a potem wypadłam z kawiarni, jakby mnie sam diabeł gonił. W biegu wybierałam numer do Nicolasa.
— Gdzie się widzimy? — zapytałam, gdy tylko odebrał.
— Na przystanku pod domem Amelii. Tam, gdzie wysiadaliśmy ostatnio. Mam cały sprzęt, więc nie musisz się martwić. — W głosie brata usłyszałam podekscytowanie. Po wczorajszym meczu obydwoje chcieliśmy zemsty na krokodylicy. Nie mieliśmy zresztą pojęcia, do czego jeszcze jest zdolna. Musieliśmy
— Wpadnę tylko do mieszkania, by się przebrać — rzuciłam jeszcze, a potem rozłączyłam się.
Działałam jak w transie. Po Mateuszu, rodzicach, chciałam jak najszybciej wrócić do domu. A skoro plan Nicolasa miał się do tego przyczynić.
Uwinęłam się w dwadzieścia minut. Gdy wyszłam z mieszkania mój mózg już całkowicie zaprogramował się tylko na jedno — pozbycie się Amelii z miasta.
— Penny!
Zamarłam w pół kroku. Przełknęłam głośno ślinę i w myślach policzyłam do dziesięciu. Może tylko się przesłyszałam? Tak, na pewno się przesłyszałam. Przecież od miesiąca biorę tatusiowych witaminek. To na pewno wpływa na moje zdrowie.
- Penny! Stój, przeklęta kobieto!
Nie, może i brak witamin rzucił mi się na mózg, ale słuch nadal mam doskonały.
Odwróciłam się powoli. Chodnikiem biegł Mateusz. Szaleńczo machał rękami, a na jego twarzy malowało się zacięcie godne rzymskich wojowników. Z przerażeniem patrzyłam, jak jedynie czysty fart ratuje go o potknięcie się o rozwiązane sznurówki.
Gdy tylko znalazł się obok, chwycił mnie za ramiona i mocno przytulił.
— Tym razem mi nie uciekniesz — burknął.
— Mati… — próbowałam taktownie się wyrwać, ale był zdecydowanie silniejszy.
— O nie, nie Matuj mi tutaj. Musimy porozmawiać. Już natychmiast i teraz. Nie przyjmuję odmowy!
— Naprawdę nie mogę! — jęknęłam, desperacko szukając drogi ucieczki. Moje serce biło jak oszalałe, a mózg zawiesił się na samą myśl o tym, że będę musiała wszystko wytłumaczyć Mateuszowi. — Muszę koniecznie coś zrobić. Coś bardzo, bardzo ważnego! — Spojrzałam na niego błagalnie. — Porozmawiamy później, obiecuję!
Siatkarz zacisnął usta w wąską kreskę. Puścił mnie, ale nie zamierzał odejść. Stał tak blisko, że dosłownie czułam jego oddech na swojej skórze.
— Wiesz, że nie możemy unikać się w nieskończoność — warknął. — To co stało się kilka dni temu… Zresztą ty zaczęłaś. I przyznam, że nie wierzę, w twoje tłumaczenia.
Westchnęłam głęboko. Oczywiście, że Matusz miał racje — nie mogliśmy się mijać do końca świata. Mieszkaliśmy w końcu na jednym osiedlu, a on był zawodnikiem mojego ojca. Prawdopodobieństwo, że się spotkamy było dość wysokie.
Tyle tylko, że ja postanowiłam pozostawić wydarzenia losowi. Za to Mateusz zdecydował wziąć sprawy w swoje ręce.
— Przestań udawać, że ten pocałunek nic dla ciebie nie znaczył. — Mati spojrzał mi prosto w oczy. — Gdyby tak było widziałbym. Dla mnie znaczył więcej niż ci się wydaje. Możesz być niepewna swoich uczuć, ale co do moich wiedz, że nie zamierzam się poddać. Dlatego chcę usłyszeć, dlaczego nie możemy być razem. Chcę wiedzieć, co muszę pokonać.
— Naprawdę nie mogę teraz z tobą dyskutować — szepnęłam, na moment odzyskując zdolność logicznego myślenia. — Mam bardzo, bardzo ważną rzecz do zrobienia.
— W takim razie pozwól sobie pomóc!
Zawahałam się. Czy mogłam dopuścić Mateusza do misji „utopić krokodylicę”? Teoretycznie już o niej sporo wiedział. W końcu domyślił się, że to ja i Nicolas odpowiadamy za stan Amelii. A skoro popierał nasze działania, to może mógłby pomóc. Przecież nie musiała, mu od razu mówić o wycieczce w przeszłość. Zresztą, może kiedy weźmie udział w akcji, to zapomni o wszystkim?
Do tego determinacja na twarzy Mateusza była wręcz namacalna. Ciężko byłoby z tym walczyć.
— No dobra — zgodziłam się w końcu. — Ale musimy się trochę przejść. — Odwróciłam się na pięcie, jeszcze mocniej zaciskając palce na torebce.
Szliśmy w milczeniu. Uparcie wpatrywałam się w czubki butów, byle tylko nie spojrzeć Matuszowi w twarz. Miałam wrażenie, że cały czas na mnie patrzy. Zgarbiłam się jeszcze bardziej. Gdy weszliśmy do metra tylko kiwnęła głową w stronę odpowiedniego przejścia. Mati podążał za mną jak pies. Ciekawe czy już uznał, że zupełnie zwariowałam? A może doszedł do tego wniosku już dawno temu? I po prostu liczył, że będzie robił za księcia z bajki, którego wielka miłość ocaliła księżniczkę od szaleństwa.
Serio, zastanawiałam się, co sobie myślał po tamtej nocy. Poczęstowałam go stertą kłamstw i uników, byle tylko nie powiedzieć prawdy. W ile rzeczy uwierzył? Czy domyślał się, że wcale nie nazywałam się Pénélopa Bernard?
Pokręciłam stanowczo głową. Przesadzałam. Przecież tuż przed pocałunkiem powiedziałam mu, że nie mogę powiedzieć wszystkiego. Że straciłam całą rodzinę, że jestem tylko zagubioną dziewczyną bez wsparcia.
A on chyba uwierzył.
Przez ułamek sekundy w moim sercu pojawiła się nadzieja, że dla Mateusza to wszystko się nie liczy. Że nadal będziemy mogli się przyjaźnić. Że nie potrzebna mu będzie wiedza o moim prawdziwym pochodzeniu.
W końcu co takiego może skrywać zwykła, nudna Penny?
— No, nareszcie dotarłaś! — z zamyślenia wyrwał mnie ponaglający głos Nicolasa. Ze zdumieniem stwierdziłam, że doszliśmy na miejsce. Czyżbym miała lepszą orientację w terenie niż się wszystkim wydawało?
— Nie wspominałaś, że on też tu będzie — burknął Mateusz, mierząc mojego brata morderczym spojrzeniem.
Z trudem powstrzymałam się przed parsknięciem śmiechem.
— Przyprowadziłaś pomagiera? — Nico skrzyżował ręce na piersi i uniósł kpiąco brew.
— Pomyślałam, że przyda nam się pomoc. Bo nie wiem czy zauważyłeś, ale jestem małą dziewczynką i nie zamierzam dźwigać tego czegoś. — Wskazałam na stojące obok chłopaka pudło. Miało jakieś pół metra wysokości i z metr długość. W drewnianym wieku wydrążono kilkadziesiąt malutkich otworów, a w środku coś podejrzanie chrupało.
— Nie jest jakoś specjalnie ciężkie. — Nicolas machnął lekceważąco ręką. — Ale trzeba się z nim obchodzić ostrożnie. — Uśmiechnął się chytrze.
Przewróciłam oczami i zerknęłam na Mateusza. Był kompletnie skonfundowany. Patrzył to na mnie, to znów na Nica i tylko bezgłośnie ruszał ustami. Może mózg mu się zawiesił? Ciekawe, czy jeśli go kopnę to się zresetuje. Skoro działało na stare pralki, to może na mężczyzn również?
— Jaki macie plan? — wydukał w końcu.
— No właśnie, Nico. Jaki masz plan? — oparłam ręce na biodrach, tak jak robiła to swego czasu mama. Działało i tata i na moich braci.
— Oh, to proste. Ostatnio tak pozmienialiśmy przepływ kanalizacji, że Amelia zaliczyła bardzo śmierdzący prysznic.
Mateusz parsknął śmiechem. Cóż, teraz przynajmniej dokładnie wiedział, co się stało.
— Tym razem jednak zrobimy coś bardziej… subtelnego. — Nico przebiegle zatarł ręce. — Pierrette, czy mogłabyś uchylić wieko?
Zamrugałam szybko, lekko zaskoczona, ale posłusznie spełniłam prośbę.
I zbaraniałam. W pudle bowiem zobaczyłam szczury. Najprawdziwsze, żywe szczury. Było ich chyba z siedem, albo osiem. Patrzyły na mnie z zaciekawieniem, stając na dwóch łapkach.
Szybko zamknęłam wieko. Przełknęłam głośno ślinę i odwróciłam się powoli.
— Szczury? Chcesz napuścić na nią szczury?
— Dokładnie! — Nicolas wyszczerzył się głupkowato. Przez ułamek sekundy miałam wrażenie, że stoję przed Walterem. Obydwaj mieli taki sam, szaleńczy uśmiech, odziedziczony po tacie. Tylko jeden Timi wdał się w mamę. A gdy dorósł okazało się, że jest z całej trójki najrozsądniejszy.
— Ale wiesz, że to są tylko biedne szczurki? — Jakoś nie specjalnie podobał mi się ten pomysł. Mimo wszystko chodziło o żywe stworzenia. Nie wątpiłam, że Amelia będzie przerażona, gdy je zobaczy, ale jednak… bałam się zbyt gwałtownej reakcji z jej strony.
— Spoko, to też ogarnąłem. Wspominałem już, że jestem mistrzem w nawiązywaniu przydatnych kontaktów. Gadałem z ludźmi, którzy zajmują się w tej okolicy niszczeniem szkodników. Obiecali, że jeśli zostaną wezwani, to wyłapią szczury żywe. Zresztą będą się z tym ociągać jak tylko się da.
Powoli pokiwałam głową. Plan, choć trochę naciągany, do głupich nie należał.
— Naprawdę myślicie, że to wypali? — Mateusz wpatrywał się w nas z niedowierzeniem. — Zresztą jak niby dręczenie Amelii ma w czymkolwiek pomóc?
Wymieniliśmy z Nicolasem znaczące spojrzenia.
— Cóż, uważamy, że w ten sposób wygonimy ją z Warszawy — wyjaśniałam. — A wtedy nie będzie miała szansy, by kręcić się w okół ta… trenera Stephana. — Znów powstrzymałam się w ostatnim momencie.
Mati wyglądał tak, jakby zastanawiał się, czy jeszcze zdąży uciec gdzie pieprz rośnie. Chyba jednak doszedł do wniosku, że ma za krótkie nogi. No i Antarktyda leży jednak troszeczkę za daleko.
— Dobra, to jak mogę wam pomóc?
Uśmiechnęłam się pod nosem. Mateusz znów zaczął przypominać tego wesołego chłopaka, który zawiózł mnie do domu w walentynki. Na moment obydwoje zapomnieliśmy o dzielącym nas napięciu.
— Po prostu idź z nami. — Nicolasowi chyba podobał się fakt, że mają kolejną osobę do pomocy. I kolejną, by uprzykrzać życie Amelii.
Poszłam pierwsza, uważnie obserwując otoczenie. Nie mogliśmy zostać zobaczeni przez wścibskich sąsiadów. Dodatkowo wolałam się upewnić, że Amelii nie było w domu. Okna były zasłonięte, z komina nie unosił się dym, ze środka nie dobiegała muzyka.
Machnęłam ponaglająco na chłopaków. We trójkę ostrożnie przerzuciliśmy skrzynię przez bramę, a potem wskoczyliśmy do ogrodu. Nicolas wyglądał na zdeterminowanego, za to Mateusz był podekscytowany.
— I jesteś pewna, że nas nie złapią? — zapytał cicho, gdy szliśmy na tył domu.
— Ostatnio nas nie złapali, więc dlaczego teraz by mieli? — wzruszyłam ramionami. — Zresztą, Nico na pewno znajdzie nam jakąś sprytną wymówkę.
Mateusz ze zrozumieniem pokiwał głową. Postawili skrzynie przy piwnicznych okienkach. Z przerzuconej przez ramię torby Nico wyciągnął krótką, grubą gałąź, a potem rozbił nią szybę.
— Pomyśli, że to przez wiatr — wyjaśnił.
Ostrożnie otworzyli pokrywkę i przechylili pudło tak, by szczury powpadały do piwnicy. Ze ściśniętym gardłem patrzyłam, jak zdezorientowane zwierzątka rozbiegają po pomieszczeniu. W przytłumionym świetle widziałam sprzęt do ćwiczeń. A więc Amelia urządziła sobie w piwnicy siłownie. Przynajmniej szybko dowie się o nadprogramowych lokatorach.
— To jeszcze nie koniec. — Nico wspiął się na najbliższy parapet, z kluczem francuskim w dłoni i zaczął rozkręcać rynnę. Gdy odkręcił ostatnią śrubę rura z hukiem spadła na ziemię.
— Zrobię tak jeszcze z kilkoma. Na noc zapowiadali solidne deszcze, a te rury odprowadzając wodę z dachu. Jeśli się nie zorientuje wystarczająco wcześniej, to czeka ją kolejna nie miła niespodzianka.
— I naprawdę myślisz, że gdy zobaczy rozwalone rynny, to nie domyśli się, że ktoś przy nich majstrował? — Mateusz sceptycznie przyglądał się rurom.
— Nie, jeśli zobaczy to. — Nico wyciągnął z kieszeni garść zardzewiały, prawie rozwalających się śrub. Szybko podmienił te z rynny na swoje. — Wierz mi, ta kobieta nie należy to osób, które zastanawiają się nad żywotnością śrub. Po prostu pomyśli, że były już stare.
— Jest aż tak głupia?
— Raczej zapatrzona w jeden cel. Co nie?
— To wariatka — przytaknęłam. — Ma obsesję na punkcie rozbijania małżeństw i podrywania zajętych facetów. Wiesz, obiecuje im wielką, nową miłość, a potem rzuca. Dlatego trzeba ją jak najszybciej powstrzymać.
— Naprawdę próbuje poderwać Stephana? — Oczy Mateusza przybrały wielkość statków kosmicznych. — Myślałem… myślałem, że to tylko takie plotki. Wiecie, porąbane teorie, których nikt nie bierze na poważnie.
— Niestety tym razem teoria jest prawdziwa — mruknął zrezygnowany Nico. — I jeśli czegoś nie zrobię, to małżeństwo moich rodziców rozpadnie się przed końcem roku.
Mati posłał mu współczujące spojrzenie. Już nie było po nim widać wcześniejszej zazdrości. Nawet jeśli nie wiedział, kim tak naprawdę jestem, to na pewno rozumiał, że muszę pomóc Nicolasowi.
— Jeśli jeszcze kiedyś będziesz potrzebował pomagiera, to wiesz, gdzie mnie znaleźć — powiedział, a w odpowiedzi Nico wyszczerzył się głupkowato.
Pospiesznie pozbieraliśmy nasze rzeczy. Bez szczurów w skrzyni łatwiej było przejść przez bramę. Nicolas pożegnał nas na przystanku. Nawet na moment nie spuścił wzroku z Mateusza, a gdy się żegnaliśmy przytulił mnie i szepnął do ucha.
— Chyba go akceptuję.
Po czym odwrócił się na pięcie i odszedł, zostawiając mnie w totalnym szoku.
— No i znów jesteśmy sami.
Gwałtownie otrząsnęłam się z szoku. Dotarło do mnie, że Mateusz ma rację. Znów zostaliśmy sami. Nie mogłam już dłużej wymigiwać się od rozmowy.
— Może się przejdziemy? — zaproponował. — Albo gdzieś usiądziemy
Nerwowo przygryzłam wargę, szukając jakiejś wiarygodnej wymówki. Myśli Pretty, myśl…
Ej, dobra, przesadzam, prawda? Naprawdę, traktuję to jak wyrok śmierci. Przecież to ma być tylko zwykła rozmowa, co nie? Cholera, naprawdę te podróże w czasie rzucają mi się na mózg. Żebym bała się zwykłego chłopaka. A co, zje mnie? Czy może porwie wywiezie na bezludną wyspę i każe rzeźbić w kukurydzy.
A to akurat mogłoby być ciekawe.
— Tia… chyba mam dość zimna — powiedziałam, w końcu siląc się na uśmiech.
Dokładnie w tym samym momencie przypomniałam sobie o wieczornych zajęciach mamy. Przecież nie mogłam stracić takiej szansy, by z nią porozmawiać. Zerknęłam na zegarek i cicho odetchnęłam. Miałam jeszcze trochę czasu, mogłam porozmawiać z Mateuszem.
Usiedliśmy w niewielkiej kawiarni niedaleko. Mati zamówił dwie gorące czekolady, a do mojej dodał jeszcze ogromną porcję bitej śmietany. Spojrzałam na niego z wdzięcznością, gdy ciepło napoju rozlało się po moim ciele.
— Powiedziałaś… powiedziałaś wtedy, że nie masz już nikogo — zaczął w końcu. — Mówiłaś na serio?
Zawahałam się, ale kiwnęłam głową.
— Naprawdę przepraszam, że cię okłamywałam — szepnęłam, uparcie wpatrując się w kubek. — Musiałam. Gdybyś poznał prawdę… i tak byś mi nie uwierzył.
— Zawsze możemy spróbować — zaśmiał się cicho.
Ja jednak pokręciłam głową. Skoro nie powiedziałam mamie nie mogłam również powiedzieć Mateuszowi. Zresztą wątpiłam by mi uwierzył. A nawet jeśli, to sama świadomość, że tak naprawdę jestem tą małą, pięciomiesięczną dziewczynką, córeczką jego trenera… Na pewno nie patrzyłby na mnie tak, jak dotychczas.
— Wolę jednak zostawić to dla siebie. I to jeden z powodów, dla których nie możemy być razem. Jak byś się czuł z osobą, co do, której w ogóle nie masz pewności kim jest?
— Po części masz rację — przyznał Mateusz. — Ale wiesz, trochę nad tym myślałem. I może… gdybyśmy poznali się jeszcze lepiej. Gdybyś TY poznała mnie lepiej… może zaufałabyś mi na tyle, by wyznać całą prawdę.
Z mojej piersi wyrwał się zduszony szloch. Nie potrafiłam, po prostu nie potrafiłam siedzieć spokojnie na przeciwko Mateusza. Ten chłopak, młody mężczyzna, o twarzy dziecka wydawał się być głupim żartem rzeczywistości.
— Chyba… chyba naprawdę się w tobie zakochałem — szepnął tak cicho, że ledwo go usłyszałam.
Schowałam twarz w dłoniach, próbując opanować przyspieszone bicie serca. Nie chciałam by zobaczył przerażenie w moich oczach. Jednocześnie walczyłam z własnymi uczuciami, racjonalnym podejściem i tym cichym głosikiem, który kazał się cieszyć z usłyszanych słów.
— W miesiąc? — tylko tyle byłam wstanie z siebie wydusić.
— Wiem, też nie chce mi się w to wierzyć. Ale przynajmniej wiem, że to coś wyjątkowego.
Zamknęłam oczy. Raz, dwa trzy… Spojrzałam ponownie. Nie, Mati nadal tam był. Siedział po drugiej stronie stołu, z dłońmi zaciśniętymi na kubku i smutnym uśmiechem. Dopiero teraz dostrzegła różnicę między nim, a Theodorem. Theo był idealny. Mati był swojski. Przyjazny. Miałam wrażenie, że znam go nie niespełna miesiąc, a wiele lat.
Gdyby tylko nie była z przyszłości.
— Mówiłam przecież, że gdybym mogła, to dałabym ci szanse — mruknęłam. — Tylko, że… tylko, że kiedyś będę musiała odejść. Zupełnie nagle. Pewnie bez zapowiedzi. Nawet się nie pożegnamy. Po prostu zniknę. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Z cichym świstem wciągnęłam powietrze. Powiedziałam mu, naprawdę mu powiedziałam. Nie wszystko, ale i tak dużo. Teraz już na sto procent stwierdzi, że nie jestem normalna.
— Tak, jak zniknęłaś Theodorowi?
— Coś podobnego. I też nie będziesz mógł się ze mną skontaktować. A przynajmniej nie przez najbliższe kilkanaście lat.
Mateusz zacisnął usta w wąską kreskę. Miałam wrażenie, że widzę obracające się szaleńczo zębatki w jego głowie. Myślał intensywnie, jednocześnie nie odrywając ode mnie wzroku.
— A gdybym się z tym pogodził? — zapytał w końcu. — Wiesz, sama powiedziałaś, że nie wiesz, co czujesz. Znamy się od niedawna. Dlaczego po prostu nie moglibyśmy dać się ponieść, nie myśląc o przyszłości?
Zamrugałam szybko. Na to nie wpadłam. Podejście „jakoś to będzie” było raczej domeną Waltera. To on żył z dnia na dzień, to on nie przejmował się konsekwencjami. Ja byłam bardziej zapobiegliwa. Po śmierci mamy widziałam już tylko czarne scenariusze.
Ale co miałam zrobić teraz. Musiałam przyznać przed samą sobą, że Mateusz jest dla mnie ważny. Był jedyną osobą w przeszłości, która po prostu się ze mną zaprzyjaźniła. Jako pierwszy wyciągnął do mnie pomocną dłoń. Nie uznał za psychofankę po tym, jak obudziłam się na podłodze w męskiej szatni.
Do tego rozumiał, że kiedyś zniknę. Może nie pogodził się z tym, ale przyjął do wiadomości. Czy mogłam z tym walczyć?
— Czyli chcesz po prostu pozostawić sprawy swojemu biegowi? — upewniłam się.
— Chcę, żebyś ty to zrobiła — uśmiechnął się szeroko. — Po prostu przestań walczyć. Odpuść. Pozwól cieszyć się chwilą. A mnie faktem, że mogę starać się o względy tak wspaniałej dziewczyny jak ty.
Zaczerwieniłam się, a potem odchrząknęłam nerwowo. Cały czas analizowałam wszystkie za i przeciw.
I w końcu doszłam do wniosku, że i tak już mam totalnie przerąbane. Że na razie nie udało mi się naprawić przyszłości, a gorzej już być nie może. Czy nie mogłam czerpać choć odrobiny radości z całej tej misji? Przecież nawet wszechświat musi mieć jakiś system bonusów dla pracowników!
Po raz kolejny spojrzałam na Mateusza, a moje serce ostatecznie zmiękło.
— Niech będzie — kiwnęłam głową. — Dajmy… dajmy się ponieść.
Uśmiechnął się szeroko. W jego oczach na nowo zagościły wesołe ogniki. Chwycił moją dłoń i ścisnął mocno.
Tylko tyle wystarczyło bym wiedziała, że podjęłam dobrą decyzję.
Paryż, 10 marca 2039
Na palca schodziłem po schodach. Co chwilę przygryzałem wargę, nasłuchując uważnie. Tata zmienił mnie przy Pierrette koło północy i byłem pewien, że zasnął potem w fotelu. Nie chciałem go budzić. Tylko by się martwił, gdzie i po co idę. Na razie teoria o magicznych skrzatach była zupełnie szalona, a nie chciałem, by pomyślał, że kompletnie zwariowałem.
Przeszedłem do kuchni, by spakować trochę jedzenia na drogę. Zegar wskazywał ósmą rano. Musiałem się spieszyć jeśli chciałem odwiedzić wszystkich ludzi, którzy mogli coś wiedzieć.
Przez prawie całą noc zastanawiałem się, co dalej. Przeczesałem cały Internet w poszukiwaniu informacji na temat podróży w czasie i skrzatów. O tym pierwszym znalazłem jakieś milion stron, za to o skrzatach jedynie jakąś idiotyczną historyjkę napisaną przez znudzoną nastolatkę. Nic godnego uwagi.
Wiedziałem, że muszę z kimś porozmawiać. Z kimś, kto mnie wysłucha. Może nie uwierzy, ale przynajmniej będzie wstanie opowiedzieć na kilka nurtujących pytań.
Momentalnie do głowy przyszły mi dwie osoby — stryjek Charlie i kuzyn Isaac. Ten pierwszy wykładał historię literatury na miejscowym Uniwersytecie, a drugi pracował w CERNie nad teleportacją. Jeśli ktoś miał mi dokładnie wyjaśnić jak działają podróże w czasie to właśnie on.
Dlatego też wybierałem się w małą podróż. Nie poinformowałem Aishy i Zana, wolałem działać sam. Na wszelki wypadek, gdyby wszystko okazało się bujdą. Tacie zostawiłem tylko karteczkę z informacją, że wyjeżdżam i wrócę jutro wieczorem.
Gdy wyszedłem z domu, uderzył mnie powiew zimnego powietrza. Choć był już marzec i temperatura wzrosła, ale wiatr nadal dawał się we znaki. Otuliłem się szczelnie kurtką, poprawiłem ramiączka plecaka, a potem ruszyłem w dół drogi.
Moim pierwszym przystankiem był wydział nauk humanistycznych uniwersytetu sorbońskiego. Był to stary budynek z licznymi zdobieniami i ogromnymi oknami. Wejścia strzegły dwa marmurowe lwy. Studenci przechodzili obok nawet ich nie zauważając, ale ja miałem wrażenie, że czuję na karku ich spojrzenie. Tak, jakby wiedziały, że nie często zdarza mi się zwrócić ku nauce.
Sprawdziłem wcześniej, że stryj zaczyna zajęcia o dziewiątej. Było za dziesięć, istniała więc szansa, że znajdę go w odpowiedniej sali.
Nie pomyliłem się. Choć studenci jeszcze się nie pojawili on już stał przy biurku i pewnie po raz setny przeglądał papiery. Gdy wszedłem nawet nie odwrócił głowy. Jedynie delikatnie drgnięcie ramion zdradzało, że zauważył moją obecność.
— Oh, witaj Walterze. Nie spodziewałem się, że spotkamy się akurat tutaj. — Uśmiechnął się ciepło. Był trochę niższy, bardziej krępy niż taty, ale miał takie same, niebieskie oczy i siwe włosy związane w kucyk. Był też najspokojniejszy z trójki braci. Nigdy nie widziałem by się zdenerwował, czy choćby odrobinę podniósł głos.
— Skąd wiedziałeś, że to ja?
— Tylko ty stąpasz jak pijany słoń. Naprawdę nie mam pojęcia skąd ci się to wzięło. Szczególnie, że Stephanie zawsze chodziło bardzo lekko.
Skrzywiłem się mimowolnie. Nie miałem jednak czasu by się kłócić. Wyciągnąłem telefon i otworzyłem holograficzny obraz książek, które przeczytałem.
— Pewnie wiesz, że nie przyszedłem tutaj by tak sobie pogadać?
— Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. — Wuj usiadł na blacie i obdarzył mnie świdrującym spojrzeniem. Choć był tylko o cztery lata młodszy od taty, to wydawał się być zdecydowanie żywszy, pełen chęci, zapału.
Ta, pewnie miało to związek z faktem, że jego żona nadal żyła. A żadna z córek znajdowała się w stanie zagrożenia życia.
— Mów więc, w czym mogę ci pomóc?
— Powiedzmy, że ostatnio zacząłem się interesować pewnym temat — zacząłem ostrożnie. — Teraz, gdy złamałem palec mam trochę wolnego czasu… i tak serfując po Internecie trafiłem na ciekawy artykuł. Co wiesz o skrzatach—opiekunach?
Stryj zmarszczył brwi. W zamyśleniu podrapał się po brodzie. Wziął ode mnie telefon i przyjrzał się zdjęciom. Przygryzał wargę i wydymał policzki za każdym razem gdy przewracał stronę.
– Niewiele — przyznał w końcu. — To raczej rzadki motyw w literaturze. Tak, jak tu piszą pojawił się w kilku legendach i baśniach dla dzieci. Skrzaty jako takie pojawiają się często, ale nie w roli istot, które mogłyby decydować o ludzki losie. Taka koncepcja funkcjonowała wśród pojedynczych plemion jeszcze przed erą chrześcijaństwa, a potem wróciła w epoce oświecenia. Ale raczej jako ciekawostka niż konkretny nurt. Potem owszem jeden naukowiec próbował udowodnić prawdziwość tej teorii, ale szybko został wyśmiany. Nie miał w końcu żadnych dowodów.
Powoli pokiwałem głową. To miało sens. Gdybym nie był tak zdesperowany i na własne oczy nie widział, co się dzieje, pewnie też by nie uwierzył. Wróżki, centaury, czarownice — te historie znał tak dobrze, że nie specjalnie by się zdziwił, gdyby okazały się prawdziwe. Ale skrzaty? Kontrolujące historię? To już by była drobna przesada.
— Możesz mi powiedzieć coś więcej? — drążyłem temat. — Na przykład jak wybierano osoby, które cofnęły się w przeszłość?
Charlie zmarszczył brwi i znów się zamyślił. Zeskoczył z biurka, a potem zaczął chodzić w kółko, mrucząc pod nosem.
— Cóż, to nie takie proste — odezwał się w końcu. — Teorii było kilka, zależy od historii. Przyjęło się jednak, że wybierany jest członek rodziny, która najbardziej ucierpiała przez błąd skrzata. Dodatkowo osoba ta nie może być trwale związana z żadną inną rodziną. Żeby miała jak najmniej do stracenia. Zwykle więc wybierano najmłodszą, dojrzałą osobę.
Chłonąłem słowa wuja, cały czas wszystko analizując. To by pasowało. Pierrette była najmłodsza. Owszem spotykała się z Theodorem, ale jak widać przeznaczenie doskonale wiedziało, że to dupek. Timi, Nico i Manoline mieli swoje rodziny, dzieci.
A ja? Uśmiechnąłem się pod nosem. Julcia…Trwale związany… Nigdy nie myślałem o tym, w ten sposób. Julcia po prostu była. Z jednej strony nie wyobrażałem sobie, że mógłbym budzić się obok innej dziewczyny. Z drugiej jednak nigdy nie zastanawiałem się nad spędzeniem razem całego życia.
Skrzaty były mądrzejsze ode mnie.
— I kiedy te osoby wracały?
— Kiedy wypełniły zadanie. — Stryj wzruszył ramionami. — To chyba oczywiste. Naprawiały przyszłość na tyle na ile mogły. Oczywiście pozostawały niewielkie zmiany, ale były prawie niewidoczne dla podróżnika i niezauważalne dla pozostałych.
— Bo ci zmieniali się razem z historią — dodałem cicho.
Charlie uniósł ze zdziwieniem brew.
— Czyżbyś przeczytał te książki?
— Nawet mnie zdarza się wykazać odrobiną inteligencji.
Cicho parsknął śmiechem. Ruchem ręki zamknął hologram i oddał mi telefon.
— Cieszę się, że zainteresowała cię literatura. Co prawda są ciekawsze tematy niż wymysły jakiś nadpobudliwych naukowców, ale warto od czegoś zacząć.
Kiwnąłem głową już go nie słuchając. Schowałem telefon do kieszeni, oparłem się o ścianę i skrzyżowałem ręce na piersi.
— Cały czas twierdzisz, że to bajeczki — zacząłem. — Czy to oznacza, że nie istnieją ludzie, którzy twierdzą, że naprawdę przenieśli się w czasie?
— Oczywiście, że istnieją — prychnął wuj. — Tak jak istnieją ludzie, którzy uważają, że są wampirami i tacy, których porwali kosmici. Historia ze skrzatami tylko gorzej się przyjęła. Głównie ze względu na wszechobecne religie.
— Gdzie znajdę te historie? — Nie zamierzałem odpuszczać. Z każdą kolejną minutą byłem coraz bardziej pewny, że mam rację. Pierrette naprawdę została wysłana do przeszłości, by ratować naszą rodzinę. Choć na razie chyba słabo jej szło.
— Mogę czegoś poszukać, skoro tak bardzo się tym interesujesz — obiecał Charlie. — Ale przyznam, że to nie będzie proste. Tak jak mówię, skrzaty nie mają takiej siły przebicia. Podpytam kumpli, którzy interesują się teoriami spiskowymi i scince-fiction. Może wiedzą coś więcej.
Uśmiechnąłem się z wdzięcznością. Oczywiście wiedziałem, że wujaszek nie traktuje mnie poważnie. Ot, byłem po prostu dzieciakiem, którego pochłonęły kolejne bajeczki. Zapewne gdybym nie był jego bratankiem, zbył by mnie machnięciem ręki.
— I czy mógłbyś przy okazji zapytać, o ewentualny powrót? — zapytałem. Jak już lecieć na całego, to na całego.
— Powrót, czego?
— Raczej kogo. Chodzi o to, czy jest jakiś sposób na sprowadzenie osoby z przeszłości do domu.
A raczej jej duszy — dodałem w myślach.
Tak, nad tym też trochę myślałem. Zmiany, które zauważałem wskazywały wyraźnie, że Pierrette nie radziła sobie z powierzoną misją.
— Nigdy o tym nie słyszałem — przyznał Charlie. — Według legend, ludzie wracali po wykonanym zadaniu, przy pomocy skrzatów. Nie jesteśmy wstanie jednak stwierdzić, co działo się z tymi, którzy nie wypełniali zadania. Jak wiesz, ludzie, którzy zostawali nie widzieli różnicy między starym i nowym życiem.
W ostatniej chwili ugryzłem się w język. Cóż, ja widziałem różnicę. I to widziałem doskonale. Nawet nie chciałem sobie wyobrażać, co będzie jeśli Pretty nie wróci.
Zerknąłem na zegarek. Musiałem się spieszyć.
Rozradowany udałem się na dworzec. Czułem, że jestem bliżej niż dalej. Byłem tak naprawdę pewny, że Pierrette cofnęła się w przeszłość. A dokładniej, że jej świadomość się cofnęła. Dlatego była nieprzytomna, dlatego lekarze nie byli wstanie powiedzieć co jej jest.
Na razie nie miałem pojęcia jak to wszystko odkręcić. Miałem nadzieję, że Isaac mi pomoże. A jeśli nawet on nie znajdzie rozwiązania, to zawsze mogłem wrócić do Włoch i odnaleźć Ferasco.
Przetarłem dłonią zmęczone oczy. Tak bardzo skupiłem się na misji, że zapomniałem o porannej kawie. Dlatego też, gdy tylko dostrzegłem automat z tym boskim napojem, moje serduszko zabiło mocniej.
Przy automacie ktoś stał. Wysoki, chudy chłopak, na którego na początku nie poznałem. Zbyt skupiony na bliskości ukochanej kofeiny, oparłem się o ścianę i niecierpliwie czekałem na swoją kolej.
Dopiero, gdy się odwrócił, rozpoznałem z kim mam do czynienia. To był Zan! Jak mogłem nie zauważyć tych kolorowych szelek i świecących butów.
— Cześć, chłopie! — przywitałem go wesołym klepnięciem w ramię.
I wtedy stało się coś dziwnego. Zan odwrócił się i spojrzał na mnie zdezorientowanym wzrokiem.
— Czy my się znamy? — zapytał, odruchowo robiąc krok w tył.
— Daj spokój, przecież nie widzieliśmy się zaledwie kilka dni! — nadal nie przestawałem się uśmiechać. — Co tam u Aishy? Odespała już ślęczenie przed komputerem?
— Kim jest Aisha? I kim ty jesteś?
Momentalnie zrzedła mi mina. Przyjrzałem się uważnie chłopakowi. Nie, nie mogłem się pomylić. To na pewno był Zan. Te same rysy twarzy, te same przylizane włosy i wystające obojczyki. Stuprocentowy Zan.
— Naprawdę nie wiesz, kim jestem? — rzuciłem. — Nie poznajesz mnie? To ja, Walter! Brat bliźniak Pierrette! Twojej przyjaciółki! W trzeciej klasie ukradłem ci kąpielówki na basenie, a w czwartej pomalowałem buty różową farbą, pamiętasz? Dobrze, że ci się spodobały, bo inaczej miałbym kompletnie przerąbane — skrzywiłem się mimowolnie. — A przez ostatnie tygodnie razem próbowaliśmy odkryć, dlaczego Pretty jest nieprzytomna. Polecieliśmy nawet do Włoch! Tego nie można od tak po prostu zapomnieć!
Zan już nie wpatrywał się we mnie z konsternacją, ale totalnym przerażeniem. Przełknął głośno ślinę i rozglądnął się na boki, szukając drogi ucieczki.
— Musiał mnie pan z kimś pomylić — wydukał. — Pierrette… chyba chodziłem z jakąś Pierrette do podstawówki. Ale to było dawno temu. I na pewno się nie przyjaźniliśmy!.
— Ale przecież…
— Przepraszam, spieszę się. — Odwrócił się na pięcie i odbiegł tak szybko, że aż podniósł kurz z chodnika.
Jeszcze długo wpatrywałem się w miejsce, gdzie zniknął. Nie dowierzałem w to, co usłyszałem. Przecież Zan nie mógł mnie nie poznać. Nie po tym co razem przeszliśmy! A nawet jeśli, to przecież powinien zareagować na wspomnienie Pierrette. Przyjaźnili się od wielu lat.
Z rezygnacją opadłem na pobliską ławkę. Oddychałem głęboko, ale i tak kręciło mi się w głowie. Jeszcze mocniej niż dotychczas. Zamknąłem oczy, próbując odzyskać równowagę.
— To się nie dzieje naprawdę, to się nie dzieje naprawdę — powtarzałem cicho.
Mijający mnie ludzie musieli dojść do wniosku, że postradałem zmysły. Nie mam pojęcia jak długo siedziałem tak, pustym wzrokiem wpatrując się w tablicę odjazdów. Z zamyślenia wyrwał mnie głos zapowiadający odjazd pociągu na granice. To podziałało jak kubeł zimnej wody. Poderwałem się na równe nogi i pognałem na odpowiedni peron. W ostatniej chwili wpadłem do wagonu.
Siadając na swoim miejscu, czułem, że moje serce powoli odzyskuje normalny rytm. To wszystko było strasznie porąbane. Totalnie szalone. Pretty próbowała naprawić przeszłość, ale na razie jej się to nie udawało. Rodzice się rozwiedli. Mama zmarła wcześniej. Tata uważał, że rodzona córka nie chce go znać. A na dodatek Zan upierał się, że Pierrette nie chce go znać.
Nagle w mojej głowie pojawiła się przerażająca myśl. Pospiesznie wyciągnąłem telefon i wybrałem ulubiony numer.
— Odbierz, odbierz, odbierz — powtarzałem desperacko, wpatrując się w zdjęcie Julci.
— Walt? — Gdy na hologramie pojawiła się zaspana dziewczyna, odetchnąłem z ulgą. — Wiesz, która jest godzina w Bostonie? Właśnie udało mi się zasnąć.
— Przepraszam, naprawdę. Musiałem… po prostu chciałem się upewnić, że u ciebie wszystko w porządku.
Julia uniosła ze dziwieniem brew. Widziałem jak poprawia poduszkę, by wygodnie usiąść.
— Wszystko w porządku, Walt? — zapytała już kompletnie rozbudzona. — Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha.
Przełknąłem głośno ślinę. Zastanawiałem się, ile mogę jej powiedzieć. Była Julcią. Najważniejszą osobą w moim życiu. Bardzo, bardzo nie chciałem jej okłamywać. Ale jedynym potwierdzeniem mojej historii była rozprawa faceta, którego uznano za wariata.
— Wiesz, to trochę skomplikowane. — Z zakłopotaniem podrapałem się po głowie.
— Skarbie, słyszę to średnio raz w tygodniu. — Posłała mi pobłażliwe spojrzenie. — Naprawdę, po tych wszystkich numerach, które odwaliłeś już nic mnie zaskoczy.
Uśmiechnąłem się smutno. Oj, żebyś się nie zdziwiła…
— Po prostu boję się, że mi nie uwierzysz — przyznałem.
Roześmiała się. Cicho, dźwięcznie, tak, jak śmiała się od zawsze. Kochałem ten śmiech. Ubóstwiałem. Najbardziej bałem się, że nie dane mi będzie już go usłyszeć.
— Oj, Walter, Walter, naprawdę, czasami przesadzasz — pokręciła głową z udawaną dezaprobatą. — Naprawdę znam cię nie od wczoraj. I wierz mi, wiem, kiedy kłamiesz. Mnie nie oszukasz. Więc lepiej powiedz prawdę. Ale taką prawdę prawdę. A nie wymyśloną na poczekaniu bajeczkę.
Przełknąłem głośno ślinę. Rozglądnąłem się po wagonie. Pozostali pasażerowie nie zwracali na mnie uwagi. Pochłonięci swoim życiem nie zauważyliby nawet, gdybym nagle rozpłynął się w powietrzu.
— Czy mogę najpierw zadać ci pytanie? — znów zwróciłem się do Julci.
— Pytaj o co chcesz.
— Kochasz mnie?
— Oczywiście, że cię kocham! — prychnęła. — Głupku, jak w ogóle mógłbyś pomyśleć inaczej. Gdybym cię nie kochała, to już dawno zaciągnęłabym cię do ołtarza, by potem rozwieść się i zgarnąć całą kasę.
Cóż, tu musiałem przyznać jej rację.
— I wiesz, że ja też cię kocham? — upewniłem się. — Bardzo, bardzo cię kocham. I nigdy bym cię nie okłamał.
— Ta, to też wiem. Choć czasami w ciekawy sposób tą miłość okazujesz.
Westchnąłem cicho. Ale nie wahałem się już dłużej. Ściszyłem głos, upewniając się, że na pewno nikt nas nie usłyszy.
A potem opowiedziałem Julci o wszystkim. Od samego początku. O wątpliwościach, o zmieniających się zdjęciach i spódnicy mamy. O znikających wspomnieniach. O pluszowym rysiu już słyszała. Opowiedziałem o tym, jak pokłóciłem się z Nicolasem o datę śmierci mamy. I jak dowiedziałem się, że ma rację. Mówiłem o Włoszech, o mafii i o Ferasco. Gdy doszedłem do próby gwałtu, z ust Julci wyrwał się zduszony krzyk. Zasłoniła usta ręką, ale nadal wpatrywała się we mnie z przerażeniem.
To nie był koniec. Bo przecież nie mogłem zapomnieć o rozwodzie rodziców. O Pierrette, która znienawidziła ojca. A na końcu o tym, co odkryłem w bibliotece i o Zanie, który mnie nie poznawał.
Gdy skończyłem Julcia była blada jak ściana. Bezgłośnie ruszała ustami, a jej oczy były już wielkości porcelanowych spodków.
Z rezygnacją schowałem twarz w dłoniach. Nie uwierzyła mi. Nie mogła mi uwierzyć. Pewnie zaraz wybuchnie głośnym śmiechem, a potem będzie się ze mnie nabijać. Na końcu stwierdzi, że jestem szurnięty i nie chce mieć ze mną nic wspólnego.
— Walt?
Tak, zaraz ją stracę, na zawsze…
— Walt?
Moja, Julcia, moja Julcia…
— Walter, do cholery, ogarnij się!
Gwałtownie podniosłem głową. Julia nie rozłączyła się. Nadal na mnie patrzyła.
— Wierzę ci — wyszeptała drżącym głosem. — To strasznie pokręcone, porąbane i szalone… I właśnie dlatego ci wierzę. Nie byłbyś wstanie sam tego wszystkiego wymyślić.
Teraz to ja kompletnie zgłupiałem. Serio, ostatnie czego się spodziewał, to to, że Julcia mi uwierzy. Ba, sam bym sobie nie uwierzył.
— Naprawdę? — wydukałem. — Wierzysz mi?
— Dobra, to za dużo powiedziane. — opanowała się. — Wiesz, w to trochę trudno uwierzyć. Takie historie to mama opowiadała mi na dobranoc. Ale przecież mnie kochasz, prawda? Nie okłamałbyś mnie. Nawet byś nie próbował. Oczywiście mogę stwierdzić, że zwariowałeś, ale nawet jeśli, to moim zadaniem jest byś powrócił do zmysłów. — Uśmiechnęła się słabo.
Zbaraniałem. Znów zakręciło mi się w głowie. Ciekawe, czy jeśli poderwę się z miejsca i zacznę się opętańczo śmiać, to wyrzucą mnie z pociągu. Mają do tego prawo? Zakłócanie komfortu podróżnych?
Pozwoliłem sobie tylko na zduszony chichot.
— Jesteś genialna, wiesz? Naprawdę genialna. Cholera, jak się następnym razem spotkamy, to będę cię na rękach nosić.
— Trzymam cię za słowo. — Pogroziła mi palcem. — Ale tak na przyszłość, jeśli zauważysz kolejne zmiany, to po prostu mi o nich powiedz, okej?
Kiwnąłem głową. Odzyskałem spokój. Poczułem niesamowitą ulgę, gdy powiedziałem Julci o wszystkim. Tak, jakby ktoś ściągnął mi z barków fortepian. Aisha i Zan mogli mi pomagać, ale nigdy nie byli Julcią. Jej ufałem bezgranicznie.
Przymknąłem oczy i przypomniałem sobie, co wujek Charlie powiedział o wyborach skrzatów. Nigdy nie biorą osoby trwale związanej z inną rodziną. Czy to oznaczało, że jesteśmy sobie z Julcią przeznaczeni? Że to ona jest tą jedyną, z którą miałem spędzić resztę życia?
Oddałbym wszystko żeby tak było.
— Jak tylko to wszystko się skończy to powiem tacie — wypaliłem bez zastanowienia. — O nas. I do twojego też pójdę. I będę stał przed drzwiami, dopóki nie udzieli nam błogosławieństwa.
— Jesteś niemożliwy — znów pokręciła głową. — Ja za to przylecę do ciebie.
— Że co proszę?
— No przylecę do ciebie — wzruszyła ramionami tak, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem. — Ogarnęłam rzeczy na uczelni, mogę wziąć tydzień wolnego, a ty… ty potrzebujesz mnie teraz we Francji, prawda?
Chciałem coś powiedzieć, ale ze szczęścia głos uwiązł mi w gardle. Julcia naprawdę przyleci! Znów będziemy razem! Znów będę mógł ją przytulić! Czy liczyło się coś więcej?
— Potrzebuję cię — szepnąłem w końcu. — Nawet nie wiesz, jak bardzo cię potrzebuję.
Z wielką przyjemnością przedstawiam rozdział siedemnasty. Serio, nie mam pojęcia kiedy to minęło. Mam wrażenie, że jeszcze nie dawno zaczynałam tę historię, a już mam ponad połowę rozdziałów za sobą.
Ogólnie informuję, że jestem na wyjeździe, dostęp do Internetu mam średni ( rozdział wstawiany zdalnie), więc mogę nie mieć możliwości skomentowania najnowszych rozdziałów u Was. Nadrobię jak tylko wrócę.
Z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze i za wszystkie z góry dziękuję.
Pozdrawiam
Violin
Pierette naprawdę nie ma łatwo. Nic więc dziwnego, że czasami dopada ją poczucie bezradności.
OdpowiedzUsuńNie dość, że znalazła się w tak pokręconej sytuacji, jak wizyta w przeszłości. To właściwie bez żadnej pomocy musi poradzić sobie z ratowaniem rodziny, co jest na każdym kroku utrudniane, jak tylko się da. Przyszłość w coraz szybszym tempie zmienia się na gorsze i aż boję się do czego to może ostatecznie doprowadzić.
Kiedy wydawało się, że w małżeństwie Stephanie i Stephana nastąpiła poprawa i wszystko zmierza ku lepszemu. Oczywiście Amelia znowu musiała o sobie przypomnieć i dać kolejne powody Stephanie do wątpienia w jej dalszą przyszłość ze Stephanem, który niestety coraz mocniej zapętla się w swoich poczynaniach czy podjętych decyzjach.
Wiadomo, że zachowanie posady jest dla niego bardzo ważne, ale nie powinno rzutować na jego rodzinę, a zwłaszcza relację ze Stephanie. Dlatego też powinien raz a porządnie wszystko Amelii wygarnąć, choćby musiałby się pożegnać z posadą trenera. Trudno to i tak byłoby o wiele lepsze rozwiązanie od utraty rodziny. Do czego systematycznie zmierza. Stephanie wyraźnie ma już dość tego wszystkiego i kto wie, ile jeszcze wytrzyma.
Może chociaż pomysł Nicolasa zadziała w jakimś stopniu. Nie robię sobie jednak większej nadziei. Amelia jest zdeterminowana, żeby osiągnąć swój cel i zrobi wszystko, aby zniszczyć małżeństwo Stephana.
Mateusz nie wytrzymał i jako pierwszy nawiązał kontakt z Pierette. To jak walczy o ich znajomość jest naprawdę imponujące. Widać, że bardzo zależy mu na dziewczynie i jest gotowy zaakceptować nawet jej tajemnice. Nie wiele osób zdobyłoby się na coś takiego. Pierette naprawdę w tej jednej kwestii ma szczęście, że spotkała kogoś takiego.
Walter odkrywa coraz więcej informacji na temat podróży w czasie, a jego prywatne śledztwo posuwa się do przodu. Informacje uzyskane od wujka były bardzo przydatne.
Niestety przy okazji Walt musiał się znowu zmierzyć ze zmianą rzeczywistości. Zan go nie pamięta. Być może także Aisha, a to nie wróży dobrze, bo oznacza to, że zaszły poważne bardzo zmiany w przeszłości. Walter tym samym jest zdany właściwie tylko na siebie.
Dobrze, że odważył się opowiedzieć o wszystkim Julci, a ona mu uwierzyła i postanowiła we wszystkim wspierać. Jej obecność na pewno okaże się dla niego zbawienna. Być może razem wpadną na jakiś sposób, aby pomóc Pierette?
Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.😊
Przyszłość się zmienia, ale niedługo może dojść do pewnego zwrotu akcji. Mateusz na razie pogodził się z tajemnicami Pierrette. A co będzie dalej? Tego na razie zdradzić nie mogę ;)
UsuńBardzo dziękuję za komentarz!
Pozdrawiam
Violin
Pierrette zdecydowanie nie ma lekko. Wcale się jej nie dziwię, że dopadło ją uczucie bezradności. W końcu próbuje i próbuje, a jak na razie nic nie układa się po jej myśli. Wydawało się, że jest już na dobrej drodze do ratowania małżeństwa rodziców, ale Amelia znów wszystko popsuła. Na szczęście Nico wpadł na kolejny genialny plan, który wcielił w życie wspólnie z Polly i Mateuszem. Mateuszem, który pierwszy nie wytrzymał napiętej sytuacji z dziewczyną i postanowił spróbować raz jeszcze. Nie poddaje się, tylko walczy, co bardzo mnie cieszy :) Wszakże nie należy się poddawać po jednym niepowodzeniu, prawda? Polly i Mateusz są dla siebie stworzeni i ja im kibicuję z całego serca :) Wiem, że sytuacja jest ciężka i niecodzienna, ale co im szkodzi spróbować? No właśnie :D Mateusz wytłumaczył Polly swój punkt widzenia i przystała na jego propozycję. Czasami trzeba żyć chwilą nie martwiąc się tym, co przyniesie jutro. Jest gotów zaakceptować Polly wraz ze wszystkimi jej tajemnicami i sekretami, co już o czymś świadczy. Może pewnego dnia dziewczyna zdecyduje się wyjawić mu całą prawdę i kto wie, jak zareaguje na nią siatkarz. Na razie niech się cieszą swoją obecnością, bo sprawia im to radość ^^
OdpowiedzUsuńOdnośnie planu Nico... Gdybym ja znalazła w swoim domu szczury to zwiewałabym tak, że tylko by się za mną kurzyło, więc mam nadzieję, że reakcja Amelii będzie taka sama. Niech w końcu zrozumie, że nic tu po niej.
Walter dalej w skupieniu prowadzi swoje śledztwo. Widać, że jest zdeterminowany by jak najszybciej odkryć tajemnicę i sprowadzić Polly. Informacje, które otrzymał od wujka okazały się być intrygujące i przydatne. Kto wie, czy w znaczny sposób nie przyczynił się do rozwikłania tej sprawy? Jednak... Nie może być przecież łatwo i przyjemnie. Zmiana rzeczywistości po raz kolejny dała o sobie znać. Zan go nie poznał i wziął za wariata. Ciekawe co z Aishą? Jeśli ona też zapomniała kim jest Walter to ten został tak naprawdę sam ze sobą. Dobrze, że odważył się wyznać prawdę Julci, przynajmniej ma ją po swojej stronie. Nie dziwię się, że było jej ciężko uwierzyć w to wszystko, ale nie zwątpiła w Waltera, co bardzo mnie cieszy :) Może faktycznie jej obecność wpłynie zbawiennie na Waltera? W każdym razie będzie mu zdecydowanie lepiej, gdy będzie miał ją przy sobie :) Oby tylko jak najszybciej udało się pomóc Polly :)
Czekam na nowość z niecierpliwością :)
Pozdrawiam ;*
Nie wiem dlaczego, ale szczury były jednym z pierwszych pomysłów odnoście planu Nicolasa. Chyba po prostu bardzo lubię te zwierzątka.
UsuńJulcia znów się pojawi, ale jej wpływ będzie widoczny dopiero za kilka rozdziałów.
Bardzo dziękuję za komentarz!
Pozdrawiam
Violin
Pretty nie może się poddawać i musi nadal walczyć o ocalenie małżeństwa rodziców i swój powrót do przyszłości. Na pewno nie będzie jej łatwo, bo ciągle coś się dzieje i na dodatek ta nieszczęsna Amelia nadal kręci się wokół Antigi, ale oby już niedługo została wykurzona! Akcja ze szczurami może się do tego przyczynić, bo kto chciałby mieszkać w domu pełnym gryzoni? Na samą myśl przechodzą mnie dreszcze i mam ochotę uciekać, jak najdalej.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Pretty dała szansę sobie i Mateuszowi, który o dziwo zgodził się na związek z nie pewną przyszłością.
Co do przyszłości... Niepokoi mnie to, jak wszystko szybko się w niej zmienia. Zaczęło się od Waltera, który nie pamiętał faktów i musiał zaakceptować inny bieg wydarzeń, które zapamiętał, a teraz doszedł Zan, który na ten moment nie przyjaźni się z Polly. Niestety im dłużej Polly tkwi w przeszłości, tym bardziej zmienia się przyszłość. Dobrze, że Walt powiedział o wszystkim Julii, dziewczyna będzie dla niego wsparciem w trudnych chwilach, a może nawet pomoże mu sprowadzić z powrotem Polly?
Nie wiem, jak to wszystko rozwiążesz i zakończysz, ale mam nadzieję, że po prostu będzie dobrze. Musi być.
Pozdrawiam.
Tak szczerze, to czasami zastanawiam się jak mi wyszła kreacja Pretty i Waltera. Bo w pierwszych rozdziałach mają pewne cechu, które z czasem znikają. I z jedenj strony tego właśnie chciałam, ale jwdnocześnie boję się, ze zrobiłam to za szybko.
UsuńBardzo dziękuję za komentarz!
Pozdrawiam
Violin
Za dużo problemów jak na jedną osobę. Nie dziwię się, że Pretty nie mogła zasnąć z powodu tego wszystkiego. Cokolwiek by nie zrobiła i tak wraca do punktu wyjścia. Tak jakby cały wszechświat był przeciwko niej i jej rodzinie. Ale! Akcję ze szczurami czas zacząć! Nie mogę się doczekać reakcji krokodylicy ^^ jeśli to ją nie odstraszy, albo przynajmniej nie zmusi do jakichkolwiek przemyśleć, to ja już nie wiem. Fajnie że Pretty wciągnęła Mateusza w całą akcję :) Dzięki temu chłopak przestał być zazdrosny o Nico (bo był ^^) i mógł wczuć się swojskie klimaty ... jego podekscytowanie było tego dowodem :) Zaimponował mi tym iż postanowił stanowczo walczyć mimo niezrozumiałej dla niego niechęci ze strony dziewczyny. Cieszę się że Pretty postanowiła zaryzykować. Lepiej żyć chwilą niż później tego żałować :) A i Nico "zaakceptował" szwagra! Ciekawe co Walt by powiedział na ten temat :P
OdpowiedzUsuńA jeśli już mowa o bliźniaku Pretty. Walter nie spoczął na laurach i postanowił działać. Chce się dowiedzieć jak najwięcej o owych skrzatach i o tym co się dzieje z jego siostrą. Źródła informacji poszukał w swojej rodzinie i w sumie intrygujące iż wuj nie wydawał się być bardzo zdziwiony nagłym zainteresowaniem Walta literaturą ... i to o takim temacie! Ta rodzina zdecydowanie jest wyjątkowa :)
Musze powiedzieć jedno ... jestem fanką duetu Walter - Julcia! Normalnie tej parze muszę znaleźć odpowiedni skrót ... coś typu 'Julter' xD Oni są po prostu genialni, a to jak dziewczyna uwierzyła mu we wszystko ... rozpływam się! Rządam aby padł przed nią na kolana bo lepszej na tym świecie nie znajdzie! Ich miłość jest jedyna w swoim rodzaju :3 Mam nadzieję, że doczekamy się jego rozmowy z przyszłym teściem ... nadal obstawiam iż jest nim Fabian, ale poczekamy i zobaczymy :) Najważniejsze iż Walt ma wsparcie w osobie, której ufa najbardziej na tym świecie. Dzięki Julii nie zwariuje, bo przykład Zan'a jest dowodem na to, iż wszystko zmienia się w mgnieniu oka!
Czekam na nowość :*
Cóż poradzić, że lubię problemy, a na Pretty się wyjątkowo uwziełam xd A tak na serio, to powoli zbliżamy się do końca, więc niektóre rzeczy zaczną się rozwiązywać.
UsuńBardzo dziękuję za komentarz!
Pozdrawiam
Violin
Hej! Idę nadrabiać rozdziały, bo chociaż są wakacje to różnie z tym czasem, czekaj na mnie c:
OdpowiedzUsuńCzekam, czekam nigdzie mi się nie spieszy 😁😁
UsuńPretty naprawdę ma pod górkę, bo mogłaby śmiało zaangażować się w relację z cudownym Mateuszem, ale nie może opowiedzieć mu o wszystkim, a dodatkowo w każdej chwili może zniknąć :c To przerażające. Serduszka biją im szybciej, jednak związek nie bardzo wchodzi w grę. Nawet jeśli zaczęłoby się między nimi układać, to siatkarz z dnia na dzień bez żadnego słowa może stracić Pretty. Poczułby się wtedy jak Theo i pewnie by ją skreślił :c Jestem bardzo ciekawa reakcji Amelci; najpierw cudowna kąpiel, po której uzyskujesz zapach taki, że pokonujesz wszystkich ludzi z Avonu itp XD a teraz cudowni współlokatorzy, którzy z chęcią wezmą udział we wspólnych ćwiczeniach XD Na miejscu tej przesympatycznej kobietki, szukałabym mieszkanka w innym mieście, a najlepiej w innym kraju. Umarłabym po zejściu do tej piwnicy, bo szczury, myszy i pająki nigdy nie staną się moimi przyjaciółmi. Przechodząc do Walta; na pewno mocno zdziwił wujka innym zainteresowaniem niż sport. W końcu to literatura, do której trzeba przysiąść, a tu proszę i to jeszcze jaki temat wybrał :D Dziwne jest, że Zan go nie poznał, a jak już wykonywał połączenie do Julci to myślałam o najgorszym. O tym, że własna dziewczyna go też nie pozna, lecz całe szczęście było inaczej. Uwierzyła mu we wszystko, co jest ogromnym zaskoczeniem, bo jednak mogłaby wziąć to za kolejny szalony pomysł ukochanego. I tak sobie myślę kto jest tym przyszłym teściem. W komentarzu wyżej widzę propozycję Fabiana i tak patrzę na rok, to w sumie malutka i słodka Julcia, która interesuje się jedynie zabawkami, miałaby dwadzieścia jeden lat. Jakoś nie mogę w to uwierzyć, ale może być to prawdopodobne. Wybacz mi moją nieobecność, ale wakacje mają swoje prawa :D Czekam na więcej i pozdrawiam. Może dzisiaj wleci nowość ode mnie c:
Usuńhttps://uwiedz-mnie-dzisiaj.blogspot.com/2019/08/magda-alek.html
Usuńzapraszam c:
Scena ze szczurami nie była tak widowiskowa jak udawanie hydraulików (plus ten prześwietny strój Pretty), ale na efekty na pewno nie trzeba będzie długo czekać :D Amelia wygląda na paniusię, która ucieknie z piskiem na widok kilku szczurzych ogonków. Bardzo się cieszę, że Nico wszystko sprytnie wymyślił i żadne zwierzątko nie ucierpi, no prócz krokodylicy, oczywiście!
OdpowiedzUsuńJa wiem, że zmieniam zdanie co rozdział, ale już nie podoba mi się związek Penny i Matiego. Gdy ona pomyśli raz o swoim szczęściu, zaraz dzieją się dziwne rzeczy w przyszłości.
A CO JEŚLI NIGDY NIE WRÓCI DO PRZYSZŁOŚCI, BO WYBIERZE MATIEGO?
A CO JAK TO MATI JEST SKRZATEM I PERFIDNIE UDAJE, ŻE NIE MA O NICZYM POJĘCIA?
A CO JAK W PEWNYM STRASZNYM MOMENCIE WYBIERZE MATIEGO I TO DOPROWADZI DO CZASOPRZESTRZENNEJ KATASTROFY?
Nie żebym była jakąś wielką fanką szczęśliwych zakończeń, ale w tym wypadku liczę na happy end xD
Cieszę się, że Julcia wierzy Walterowi, ale nadal niepokoi mnie to, że zaraz coś pierdzielnie i Walter zostanie sam. To moja ulubiona postać, chcę jego szczęścia i Walterowania do końca życia. Nawet mojego kota w simsach nazwałam Walter.
Został mi jeszcze jeden rozdział, przeczytam wieczorem, daję słowo!
Pozdrawiam bardzo serdecznie,
Eden