Warszawa, 6 marca 2019
Obudziłam się z głową na czymś twardym. Kiedy napakowałam kamieni do poduszek? Pewnie to Walter znów stroi sobie głupie żarty. Serio, czasami mam wrażenie, że jeszcze w łonie matki dostały mi się wszystkie komórki mózgowe. Pewnie oddał je z radością w zamian za ten niby olśniewający uśmiech.
Jęknęłam cicho i kuląc się jeszcze bardziej, spróbowałam przekręcić się na drugi bok. Jednak momentalnie zostałam powstrzymana przez czyjeś silne ramię.
Okej, zrobiło się odrobine dziwnie. Ale tylko odrobine. Po dwudziestu latach życia z szanownym braciszkiem przyzwyczaiłam się do pomysłów, które z boku mogły świadczyń o miłości do grzybków halucynogennnych. No cóż poradzę, że przypadł mu recesywny gen głupoty.
Skonsternowana, w końcu otworzyłam oczy. Połączeniom nerwowym chwilę zajęło wznowienie pracy. Nieprzytomnym wzrokiem rozglądnęłam się wokół. Zamrugałam kilka razy za nim zrozumiała, że to zdecydowanie nie jest mój pokój. I zdecydowanie nie moje łóżko. A leżący obok chłopak w niczym nie przypomina Waltera.
I nagle sobie przypomniałam. Podróże w czasie, kłócący się rodzice, Ivy, Nicolas, Amelia, Mateusz…
Mateusz. Obok mnie leżał Mateusz. Wtulił twarz w poduszkę, pochrapywał cicho i wyglądał jak wyrośnięty przedszkolak. Nie obudził się, nawet gdy bardzo powoli wstałam z łóżka. Po otulił się szczelniej kołdrą i przewrócił na drugi bok.
Na drżących nogach przeszłam do kuchni. Duszkiem wypiłam trzy szklanki wody. Starałam się po kolei odtworzyć wydarzenia z poprzedniego wieczoru. Mati zaczepił mnie, gdy wracałam od bliźniaków. Przyszliśmy tutaj, zjedliśmy chińszczyznę i jakimś cudem wyciągnął ze mnie informacje o Theodorze. Zaczął rozpływać się jaka to jestem wspaniała, mądra, niezwykła i, i…
I wtedy go pocałowałam.
— O cholera — z wrażenia aż osunęłam się na podłogę. Wzięłam kilka głęboki wdechów, ale na samo wspomnienie tamtego pocałunku, moje serce nadal biło jak oszalałe. — Pretty, coś ty najlepszego zrobiła?
Na szczęście nadal miałam na sobie legginsy i kolorową tunikę. A z tego co widziałam, Mateusz spał w bokserkach i treningowej koszulce. Więc była spora szansa, że po za pocałunkiem do niczego więcej nie doszło. Choć niczego nie wypiłam, to ostatnio przestałam ufać swojej pamięci. Zresztą po podróżach w czasie wszystko było możliwe.
Czyli pocałowałam go. I on pocałunek oddał. Co było potem?
Potem oglądaliśmy seriale. Leżeliśmy na łóżku i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Chichraliśmy się jak głupi, urządziliśmy bitwę na poduszki. Mateusz bawił się moimi włosami, co pewien czas delikatnie całował mnie w czoło. W tamtym momencie miałam głęboko gdzieś cały świat. Nie obchodziły mnie konsekwencje, zaburzenia czasoprzestrzeni.
Bo byłam szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa. Zajęło mi to cały wieczór, ale w końcu zrozumiałam, że przy Theodorze nigdy nie mogłam rozluźnić się tak jak przy Mateuszu, że z nim nigdy nie oglądałabym głupich kreskówek, które wcale nie były dla dzieci. Słowa Matiego dały mi sporo do myślenia. Zrozumiałam, że nie tęskniłam za Theodorem nie dlatego, że byłam złą dziewczyną. Że wahałam się przed przyjęciem oświadczyn, nie z powodu młodego wieku.
Ja po prostu go nie kochałam. Nie tak, jak mogłabym kochać.
Czułam się tak, jakby ktoś nagle zdjął mi z głowy ręcznik. Wiedziała, że gdy wrócę do przyszłości będę musiała wszystko zacząć od nowa. I choć trochę bałam się, że zawiodę Theodora, to nie mogłam już dłużej okłamywać ani siebie, ani jego. Po tym, co się stało nie byłabym wstanie być tą samą ukochaną.
— Dobra, przynajmniej jedną rzecz masz z głowy — mruknęłam, z trudem podnosząc się z podłogi. — Ale to nadal nie wyjaśnia, dlaczego w ogóle pocałowałam Mateusza?!
— Może dlatego, że jestem wspaniały, uroczym chłopakiem.
Odwróciłam się gwałtownie, słysząc śmiech Matiego. Chłopak leżał na brzuchu, z głową podpartą na rękach i wesoło machał nogami.
— A nie dlatego, że postanowiłeś uwieść mnie komplementami? — Krzyżując ręce na piersi, oparłam się o kuchenny.
— Cóż, każdy ma jakiś talent. — Uśmiechnął się niewinnie.
Westchnęłam cicho. Odwróciłam się do lodówki, z zamiarem przygotowanie czegokolwiek zjadliwego do śniadania. Wolałam uzupełnić kalorię przed niezwykle ważną rozmową, która niewątpliwie już na mnie czekała.
Słyszałam, że Mati wstaje z łóżka, ale nie zareagowałam. Skupiłam się całkowicie na jajkach i patelni, którą powinnam umyć już kilka dni temu. Oczywiście w ferworze wydarzeń kompletnie o niej zapomniałam i teraz chyba zostałam właścicielką uroczej chodowli nieznanych mikroorganizmów.
Zrezygnowana zajęłam się szorowaniem. Mateusz stanął obok i przyglądał mi się w milczeniu.
— Wiesz, że wyglądasz jeszcze niewinniej niż wczoraj?— powiedział nagle. — Ale muszę kupić ci puchowe kapcie. Jesteś pewna, że nie wyłożyłaś podłogi fragmentami Antarktyki? — przestąpił z nogi na nogę, sztucznie szczękając zębami.
Nie odpowiedziałam. W duchu błagałam, by Mati w ogóle odpuścił sobie poważne rozmowy. Zjemy śniadanie, pogadamy, a potem on pójdzie na trening, ja do kawiarni i obydwoje zapomnimy, że cokolwiek się wydarzyło.
— Do kapci dołączę milutka pidżamkę, co ty na to? Taką z polarem! Albo szlafrokiem! Wyglądałabyś super w szlafroku z rogiem jednorożca.
Mimo wolnie parsknęłam śmiechem. Patelnia wyślizgnęła mi się z rąk, a woda zaczęła chlapać na wszystkie strony. Za nim zdążyłam zakręcić kran, byłam cała morka.
— A teraz to dla odmiany wyglądasz bardzo pociągająco — szepnął Mateusz, momentalnie znajdując się tuż przy mnie. Nasze twarze znów dzieliło zaledwie kilka centymetrów, mogłam policzyć piegi na jego nosie. Przełknęłam głośno ślinę, gdy mój żołądek związał się w ciasny supeł, a serce dostało napadu energii.
Byliśmy, tak blisko, tak blisko… Jego ręka na ramieniu…. Chytry uśmieszek… błyszczące oczy…
Jednak tym razem mózg nie uciekł z posterunku. Spanikowana, cofnęłam się o kilka kroków i szybko rzuciłam się do krojenia pomidorów.
Mateusz fuknął z irytacją. Nie zamierzał dłużej bawić się w gierki. Chwycił moją dłoń i bezpardonowo zmusił bym usiadła przy stole. Sam usiadł po drugiej stronie. W ręku nadal trzymałam nóż.
— Wiesz, że nie możesz cały czas przede mną uciekać, prawda? I że to, co się stało wczoraj nie wymażesz, udając, że o niczym nie pamiętasz.
Wzruszyłam ramionami. Co mogłam poradzić, moje plany raczej rzadko się sprawdzały. A nawet jeśli, to były to wyjątki potwierdzające regułę.
— Dobra, skoro nie chcesz rozmawiać, to może ja zacznę. — Mateusz odchylił się na krześle i w zamyśleniu podrapał się po brodzie. — Jak to było? Pocałowałaś mnie, prawda? A ja ten pocałunek oddałem. Potem za to spędziliśmy uroczy wieczór, po którym zasnęłaś z głową na moim torsie. Ot, tyle.
Przewróciłam oczami. Dlaczego dla facetów wszystko jest takie proste?
— Możemy uznać, że działałam pod wpływem emocji? — poprosiłam, nie patrząc na siatkarza. — I po prostu zapomnieć.
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki z Mateusza uleciała cała energia. Zgarbił się, spuścił wzrok i zaczął nerwowo bawić się sznurkiem od bokserek.
— Czyli… czyli nic do mnie nie czujesz, tak?
Tego się nie spodziewałam. Na moment totalnie mnie zatkało. Nie miałam pojęcia, co powiedzieć. Mogłam tylko niczym ryba bezgłośnie ruszać ustami.
Potem zaczęłam się zastanawiać. Czy czułam coś do Mateusza? To nie było proste pytanie. Ile go tak naprawdę znałam. Trzy tygodnie. Nie całe. Owszem, spędziliśmy razem wiele przyjemnych chwil, ale bez przesady. Nie śnił mi się po nocach, nie zasypiałam i nie budziłam się myśląc o nim. Był przystojny, zabawny, a gdy patrzyłam mu w oczy czułam przysłowiowe motyle w brzuchu. Może gdybyśmy mieli więcej czasu, może gdybym naprawdę dobrze go poznała, poczułabym coś więcej. Może mogłabym nawet powiedzieć, że jestem zakochana.
— Nie mogę ani potwierdzić ani zaprzeczyć — przyznałam. — Na pewno nie jesteś mi obojętny, ale jeszcze za wcześnie by mówić o czymś poważniejszym. Wczoraj byłam naprawdę zmęczona, nie myślałam logicznie i po prostu górą wzięły emocje.
Ze zrozumieniem pokiwał głową, co zaskoczyło nawet mnie. Nigdy nie byłam specjalnie dobra w logicznym myśleniu. A tu proszę! Wystarczy jednak podróż w czasie bym popisywała się racjonalnym podsumowaniem faktów. I swoich uczuć! Jak opowiem o tym Aishy, to w życiu mi nie uwierzy.
Przez kilka długich chwil siedzieliśmy w zupełnej ciszy. Próbowałam odczytać z twarzy Mateusza nad czym myśli, ale tkwił w jednej pozycji, z wzrokiem wlepionym w podłogę.
— Wiesz, od samego początku wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. — Odezwał się w końcu. — Już w momencie, w którym pierwszy raz zobaczyłem cię w szatni. Zresztą już samo to, że trafiłaś do nas przez przypadek było niezwykłe.
Mimowolnie parsknęłam śmiechem. Gdyby jeszcze wiedział jak bardzo niezwykłe!
— Miałem wrażenie, że bije od ciebie jakaś dziwna energia, jakbyś mnie przyciągała. Nie potrafiłem przestać o tobie myśleć. Na początku myślałem, że to zwykła fascynacja, że w końcu mi przejdzie. Ale potem zaczęłaś mi się śnić, poszliśmy na kręgle i w ogóle… Byłem przekonany, że jeszcze minie wiele tygodni za nim przejdziemy do czegoś więcej. Więc, gdy wczoraj mnie pocałowałaś… jako pierwsza… byłem najszczęśliwszy na świecie. Bo z mojej strony to jest zdecydowanie coś więcej.
Odwróciłam wzrok. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy, nie po tym wszystkim, co usłyszałam.
— Ale teraz to już nie ma znaczenia. — Machnął z rezygnacją ręka. — Chciałbym tylko wiedzieć jedno. Żałujesz? — zapytał.
Przełknęłam głośno ślinę. Czy żałowałam? Nie mam pojęcia. Prawda była taka, że nigdy nie przeżyłam takiego pocałunku. Na samo wspomnienie moje serce wywijało fikołka. Najchętniej usiadłabym na blacie, chwyciła Mateusza za koszulę i pocałowała jeszcze raz. A potem jeszcze. To było tak niesamowite uczucie, że chciałam przeżywać je w kółko i w kółko.
Do tego, zupełnie obiektywnie patrząc, Mati był super chłopakiem. Porządnym, pomocnym, sympatycznym, z niezłą pracą i perspektywami na przyszłość. Byłabym idiotką, gdybym próbowała zaprzeczać, że miło spędzamy razem czas. Że jest jedynym pozytywnym elementem porąbanej sytuacji, w jakiej się znalazłam.
I może, ale tylko może, gdybym była po prostu Pénélopą Bernard to spróbowałabym czegoś więcej. Może uwierzyłabym, że ta znajomość może się rozwinąć.
— Po prostu… to wszystko jest strasznie skomplikowane — powiedziałam w końcu.
— Oh, daj spokój! — jęknął zirytowany. — Chodzi o Theodora? Wydawało mi się, że wyjaśniliśmy już, że go nie kochasz.
— Nie, nie chodzi o Theo! — wybuchnęłam. Poderwałam się z miejsca, zaciskając palce na krawędzi stołu.
— Więc o co? — wycharczał Mati.
Zrezygnowana opadłam z powrotem na krzesło i schowałam twarz w dłoniach. Co miałam mu powiedzieć? Że nasz hipotetyczny związek nie ma żadnych szans, bo jestem z przyszłość? Że tak naprawdę jestem dwadzieścia lat młodsza? Że jestem córką jego trenera? Że kiedyś odejdę, wrócę do domu, a on zostanie sam? Że nawet jeśli spotkamy się w przyszłości, to ja nadal będę miała dwadzieścia lat, a on będzie czterdziestoletnim mężczyzną? Kto wiem, może z rodziną, z żoną i dziećmi?
— To po prostu nie może się udać — szepnęłam. — Wierz mi, z chęcią dałabym nam szansę, spróbowała, ale nie możemy być razem. Tak po prostu.
Mateusz wyglądał tak, jakbym przywaliła mu obuchem w łeb. Zamrugał szybko, a potem zmarszczył ze zdziwieniem brwi.
— Dlaczego? — zapytał. — Zrobiłem coś nie tak?
Nie, to ja zrobiłam. To ja dałam się w kręcić w podróże w czasie. I to ja nie mogłam teraz wrócić do domu. Jak tylko pojawiłam się w przeszłości
— Mogłabym znów cię okłamać i powiedzieć, że nic dla mnie nie znaczysz — westchnęłam. — Ale to nie prawda. Jednak na razie… na razie będzie lepiej jeśli nasze relacje
Nie skomentował tego. Znów wlepił wzrok w podłogę.
Niezręczną ciszę przerwało ciche pukanie do drzwi. Zmarszczyłam ze zdziwieniem brwi. Nie spodziewałam się żadnych gości. Nico co prawda już nauczył się wpadać bez zapowiedzi, ale zwykle łomotał głośno, jakby się waliło i paliło.
Gdy zobaczyłam, kto stoi w progu, zbaraniałam totalnie. Zresztą Mateusz też. Nasze szczęki synchronicznie uderzyły o ziemię, a potem poturlały pod wycieraczkę.
— Chyba przyszedłem w złym momencie? — Tata spojrzał na mnie, potem na Mateusza i zaczął się szybko wycofywać.
To momentalnie wyrwało mnie z szoku. Uśmiechnęłam się szeroko, wygładziłam tunikę, a na koniec kopnęłam Matiego w kostkę, dając mu do zrozumienia, że na razie koniec poważnych rozmów.
Chyba zrozumiał, bo wymamrotał, że już miał wychodzić po czym zgarnął swoje spodnie i zniknął w łazience.
— Dzień dobry, trenerze! — rzucił jeszcze na odchodnym.
Posłałam mu mordercze spojrzenie. Tata głośno przełknął ślinę. Nadal był blady, miał podkrążone oczy, ale dostrzegłam w nich dziwną determinacje.
— Proszę, proszę wejść — zaprosiłam ruchem ręki. — Przepraszam, że za ogólny chaos i tego głupka, którym musimy się obydwoje użerać, ale o tej porze jeszcze nie rozgrzały mu się neurony.
Tata uśmiechnął się nieznacznie. Powoli wszedł do mieszkania, cały czas rozglądając się niepewnie.
— Może jednak powinien przyjść później… — mruknął, widząc patelnie w stanie agonalnym.
— Proszę dać sobie spokój. — Machnęłam lekceważąco ręką. — Owszem, nie spodziewałam się nikogo tak wcześniej, więc przepraszam za ogólny rozgardiasz. Ogólnie, to jak pan tu trafił? Nie, proszę nie odpowiadać, Nico to straszna gaduła, już się zorientowałam. A co do Mateusza, to proszę się nie martwić, pojawi się punktualnie na treningu. Niczego nie pił, nie brał, oglądaliśmy Rozczarowanych i jedliśmy chinszczyznę. Mam nadzieję, że pana nie wystraszył. I dobrze, że przyszedł pan tak wcześnie, bo potem muszę iść do pracy. — Nawijałam bez ładu składu, próbując ogarnąć kuchnię i jednocześnie robiąc kawę. Gdy postawiłam ją przed tatą, jedynie uniósł ze zdziwieniem brew.
— Nie zapytasz, dlaczego w ogóle przyszedłem?
Otworzyłam i zaraz zamknęłam usta. Z zakłopotaniem podrapałam się po głowie. Coś w tym niewątpliwie było. W końcu oficjalnie byliśmy prawie obcymi sobie ludźmi, a ja za oczywiste uznałam, że pojawia się z samego rana w drzwiach.
— Założyłam, że sam mi pan powie. — Uśmiechnęłam się sztucznie, próbując ukryć zdenerwowanie. Można powiedzieć, że w pewien pokrętny sposób miałam pełne prawo by czuć się jak nastolatka, którą ojciec nakrył z chłopakiem w łóżku. Cokolwiek absurdalne, nieprawdaż?
Niech szlag trafi Mateusza!
Tata powoli pokiwał głową. Jeszcze przez chwilę bawił się kubkiem z kawą, jakby wahając się, czy dobrze zrobił, że do mnie przyszedł.
— Potrzebuję twojej pomocy. — Przeczesał palcami włosy.
— Pomocy? Mojej? Ale w czym?
— Oh, przecież doskonale wiesz! — burknął. — Przemyślałem to, co wczoraj powiedziałaś. I doszedłem do wniosku, że masz rację. Nie mogę ignorować tego, co dzieje się w moim małżeństwie, licząc, że samo się jakoś rozwiąże. Tak bardzo skupiłem się na pracy, na zapewnieniu rodzinie normalnego życia, że zapomniałem o ich uczuciach. Szczególnie o uczuciach Stephanie. — Wściekle zacisnął pięści. — Byłem idiotą, głupcem. Gdyby wczoraj nie rzuciła mi w twarz Amelią, nawet bym nie zauważył, że ta wariatka się przy mnie kręci. Wiedziałem, że coś z nią jest nie tak, ale że aż tak? Chciałem przecież być tylko miły. Dopiero… dopiero po naszej rozmowie uświadomiłem sobie, jak to musi wyglądać z boku. Przecież większość kobiet już dawno doszłoby do wniosku, że je zdradzam!
— Pańska żona tak nie uważa — wtrąciłam, choć w pamięci miałam zapłakaną mamę. — Boi się, że tak może być, ale tak bardzo panu ufa…
— Wiem — westchnął głęboko. — A ja to zaufanie zawiodłem. Dlatego potrzebuję twojej pomocy. Muszę jak najszybciej je odbudować.
— Dlaczego uważa pan, że akurat ja mogę pomóc? — zapytałam, szczerze zaskoczona.
Tata uśmiechnął się pod nosem.
— Stephanie cię uwielbia. Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak właśnie jest. Znacie się od zaledwie kilku tygodniu, ale wydaje mi się, że zdążyłaś ją poznać jak nikt inny.
Cóż, kilka tygodni to pojęcie względne — pomyślałam z goryczą.
— Może coś w tym jest — powiedziałam już na głos. — Ale to nadal nie wyjaśnia w czym mam pomóc? Pracuję w kawiarni, kiedyś tańczyłam flamenco, grywam na skrzypcach, a po za tym nie robię nic ciekawego. A już na pewno daleko mi do terapeuty małżeńskiego.
— Ale jesteś kobietą! — Tata wyszczerzył się głupkowato. — I do tego znasz Stephanie. Na pewno wymyślisz jak mogę ją odzyskać za nim odbierze mi ją ten „tajemniczy wielbiciel”. — Zakreślił w powietrzu zdegustowany cudzysłów ( zastanawialiście kiedyś, jak wygląda zdegustowany cudzysłów? Bo ja nie. Trzeba zapytać językoznawce).
Z trudem powstrzymałam się przed parsknięciem śmiechem.
— Więc prosi mnie pan o to, bym wymyśliła, jak ma pan poderwać swoją żonę, tak? — Odchyliłam się na krześle. — Prędzej spodziewałabym się, że z taką prośbą zwróci się pan do swoich zawodników. Są w takim wieku, że ten konkretny zakres wiedzy mają na świeżo.
— Właśnie widziałem — mruknął tata, a ja zaczerwieniłam się gwałtownie.
Odchrząknęłam nerwowo i zerknęłam na zegarek. Mateusz nadal siedział w łazience i miałam nadzieję, że utknie tam na przynajmniej godzinę.
— Chłopaki są młodzi, nie rozumieją mechanizmów, które rządzą wieloletnimi związkami — wyjaśnił tata. — Zresztą mam czterdzieści trzy lata, oni po dwadzieścia, trzydzieści. Bawią nas inne rzeczy.
— Ja jestem rówieśniczką pańskiego syna — zauważyłam. — Więc wiek raczej nie ma tutaj znaczenia.
— A jednak chcę żebyś mi pomogła. — Dalej szedł w zaparte.
W zamyśleniu podrapałam się po brodzie. Nie miałam pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Jakaś część mnie skakała z radości — w końcu dostałam narzędzie, by naprawdę naprawić błąd Ivy, uratować świat i wrócić do domu. Z drugiej strony chodziło o moich rodziców! Czy byłabym wstanie spojrzeń na ich związek obiektywnie? Czy byłabym wstanie zaakceptować wszystkie błędy, które popełnili?
Może nie wszystkie musiałam? Ivy twierdziła, że błędem jest Amelia. W mojej lini czasu kobieta w ogóle nie pojawiła się w życiu rodziców. Jednak to nie oznaczało, że żadnych innych problemów nie mieli.
Jeszcze raz spojrzałam na tatę. To zaciskał, to znów rozprostowywał palce, zamyślonym wzrokiem wpatrując się w stół. W jego oczach determinacja mieszała się z nadzieją.
— Dobrze — kiwnęłam w końcu głową. — Mogę panu trochę pomóc. Od czego zaczynamy?
— Oczywiście, że od tej cholernej Amelii! — Gdyby głos mógł zabijać, szanowna towarzyszka krokodylica już leżałaby martwa. — Muszę jej wyraźnie dać do zrozumienia, że ma się odczepić. Ale jednocześnie nie mogę jej tego powiedzieć wprost, bo może się zemścić i nagadać na mnie w zarządzie. Ostatnie na co mam ochotę, to jakaś afera w mediach.
— Proszę wziąć żonę na mecz — zasugerowałam bez namysłu. — Tylko taki, który na pewno wygracie. Pocałuje ją pan na oczach kilku tysięcy ludzi, kamer i po sprawie. W ogóle proszę zabierać Stephanie i dzieciaki wszędzie gdzie się da. I robić zdjęcia, udzielać się Internecie.
— Nigdy tego nie robiliśmy — przyznał. — Zawsze ceniłem sobie prywatność, Stephanie jeszcze bardziej. Wyciągnięcie jej na jakąkolwiek galę czy imprezę jest prawie niewykonalne.
— Nie mówię o galach — przewróciłam oczami. Przemilczałam fakt, że mama nie chodzi na gale nie dla tego, że nie chce, tylko dlatego, że ma kompleksy na punkcie swoich ostrych rysów twarz. Zupełnie normalnych we Francji, w Polsce trochę wyśmiewanych. Tata o tym wiedział, ale chyba też wolał nie wspominać.
— Chodzi o życie codziene! Kino, restauracja, nawet zwykły spacer. Możesz też dzwonić do niej po każdym treningu. I zamówić jakiś prezent, który przyjdzie na adres Onico! Wiesz, że niby niespodzianka. — Nawet nie zauważyłam, kiedy zrezygnowałam z grzecznościowego „pan”. Tata przysłuchiwał mi się w skupieniu, niczym pilny uczniak. Miałam wrażenie, że zaraz wyciągnie zeszyt i zacznie notować.
— A co potem? –– zapytał. — Gdy już uda mi się jakoś odczepić Amelię, muszę odbudować zaufanie Stephanie.
— Może zacznij od powiedzenia jej prawdy — wzruszyłam ramionami. — Całej prawdy. Wszystkiego, co ci leży na sercu.
— Próbowałem — westchnął głęboko. — Problem w tym, że nie chce mnie słuchać. Uważa, że i tak ją okłamie.
Zacisnęłam zęby. Było gorzej niż myślałam. Skoro mama nie chciała już nawet słuchać taty, to oznaczało, że również się poddała. Może nadal go kochała, ale doszła do wniosku, że już nic im nie pomoże.
— Dobra, w takim razie muszę trochę pomyśleć. A narazie skupmy się na Amelii. Trzeba pokazać jej, co oznacza zajęty facet. — Złowieszczo zatarłam ręce. Naprawdę, muszę zaopatrzyć się w kitel. Bycie profesjonalnym złoczyńcą to całkiem niezła ścieżka kariery.
— Super! Już nie mogę się doczekać! — Tata wyglądał tak, jakby nagle odmłodniał o te dziesięć lat. Dać mu ochraniacze, oczojebnie żółtą farbę do włosów i może wracać na boisko.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Dawno nie widziałam taty tak pełnego zapału, energii. Chyba naprawdę zaczął wierzyć, że wszystko skończy się dobrze.
Gdy już skończył się ekscytować, pochylił się nad stołem, spojrzał mi prosto w oczy i rzekł:
— Więc ty i Mateusz, to tak na poważnie, tak?
Chyba ubezpieczę się od przypadkowego przerobienia na ketchup.
Modena, 6 marca 2039
Byłem wykończony. Fizycznie i psychicznie. Nie byłem wstanie wykrzesać z siebie nawet odrobiny energii, zapału. Cały czas miałem wrażenie, że pod moimi stopami ziemia kołysze się jak na statku. Wszystko widziałem jakby przez mgłe, słyszałem jedynie przytłumione dźwięki. Zresztą nawet nie zwracałem na nie uwagi. Jedynie co pewien czas to kiwałem, to znów kręciłem głową. Tak naprawdę przestałem zwracać uwagę co się dzieje wokół.
Czy przesadzałem? A wy jakbyście się czuli, gdyby cały świat, który dotychczas znaliście zniknął? Gdybyście dowiedzieli się, że wasze życie wcale nie potoczyło się tak, jak zapamiętaliście? Gdyby wszyscy uważali was za innego człowieka?
Serio, próbowałem to logicznie wytłumaczyć. Zbiorową halucynacją albo szaleństwem. Szczypałem się średnio co pół minuty, sprawdzając, czy to nie sen.
Tylko, że wszystko wydawało się nadzwyczaj rzeczywiste. Sprawdziłem nawet w Internecie i znalazłem kilka artykułów, które trąbiły o rozwodzie słynnego siatkarskiego trenera. Była nawet wypowiedź Timotiego, który grzecznie prosił, by dziennikarze łaskawie odwalili się od naszej rodziny.
Czyli tak, to zdarzyło się naprawdę.
Po pewnym czasie stwierdziłem, że jeśli będę dłużej myślał, to w końcu wypalę sobie mózg. Postanowiłem skupić się na misji. Nawet jeśli tajemniczy Mario nie miał nic wspólnego ze stanem Pierrette, to mógł wiedzieć o tajemniczym pobici z przeszłości, którego tak bardzo wstydził się tata.
Przespałem cały lot do Neapolu, a potem dałem prowadzić się Aishy na obrzeża miasta. Tak jak każda metropolia na świecie, Neapol też miał biedniejsze dzielnice. Zapadające się w ziemie szare bloki już dawno pokryto pstrokatym graffity. Po śmietnikach buszowały dzikie koty. Ośmiolatek na elektrycznej hulajnodze sprzed dwudziestu lat minął nas z głośnym warkotem.
— Jesteś pewna, że to tutaj? — zapytał Zan, gdy weszliśmy w uliczkę garaży i starych warsztatów.
— Ile razy mam powtarzać, że ja zawsze jestem pewna — fuknęła. — Ostatnio też doprowadziłam nas w dobre miejsce.
— Co skończyło się ucieczką przed mafiozami.
— Szczegóły. Zresztą ci faceci już nam nie zagrożą — uśmiechnęła się chytrze.
Wymieniliśmy z Zanem zaskoczone spojrzenia. Co znów wykombinowała?
— Właśnie kontaktuje się z nimi mój ojciec — wyjaśniła. — Złoży im ofertę nie do odrzucenia.
— Kolejną? — prychnąłem. — Twój ojciec już drugi raz ratuje nam skórę. Jak on to robi?
— Wiesz, jak ma się cztery córki, to trzeba przygotować się na wszystko.
Przez ułamek sekundy myślałem, że żartuje. Ale sądząc po minie mówiła całkowicie poważnie. Zapisałem sobie w głowie i podkreśliłem na czerwono by nigdy, ale to nigdy nie zadzierać z rodziną Aishy.
W końcu stanęliśmy przed czymś, co kiedyś chyba było warsztatem samochodowym. Przed metalową bramą leżały pojedyncze, zardzewiałe kołpaki i rozebrane na części panele sterujące. Z neonu nad drzwiami została tylko literka M.
Aisha pierwsza zapukała do drzwi. Odruchowo rozglądnąłem się, szykując się do ucieczki. Żałowałem, że nie kupiliśmy po drodze choćby gazu pieprzowego. Przydałaby się jakakolwiek broń.
Jednak ku naszemu zdumieniu, w środku rozległ się cichy stukot, potem coś zaszurało i drzwi uchyliły się nieznacznie.
— Czego? — warknął ktoś po drugiej stronie.
— Y… czy zastaliśmy może pana Feresco? — zapytała ostrożnie Aisha.
— Ta, to ja.
Uśmiechnąłem się triumfalnie. Jeden sukces zaliczony. Facet żył, gadał i był na swoim miejscu. Mieliśmy szanse coś z niego wyciągnąć.
— Moglibyśmy porozmawiać?
— Nie.
Z hukiem zatrzasnął nam drzwi przed nosem.
Aha, super.
Przez ułamek sekundy Aisha naprawdę wyglądała na zdezorientowaną. Zaraz jednak poprawiła hijab i zapukała ponownie.
— Powiedziałem nie!
— Ale my tylko na momencik! Chodzi o pana przyjaciela, Mario Quilliana!
Na moment zapadła cisza, a potem drzwi znów się uchyliły.
— Czego ta kanalia znowu chce? — warknął Ferasco. Nadal skrywał się w cieniu, nie byliśmy wstanie dostrzec niczego po za czubkiem nosa.
— Tak naprawdę, to nie wiemy — przyznałem, pierwszy raz włączając się do rozmowy. — Poszukujemy informacji na jego temat. Chodzi o coś co zrobił trzydzieści pięć lat temu.
Wydawało mi się, że usłyszałem kpiące prychnięcie.
— Pójdźcie na policje. Mają tam całą kartotekę. Nie chcę mieć nic do czynienia z nim i tą bandą rozwydrzonych dzieciaków, co próbują udawać mafię. Nie potrafią nawet nikogo porządnie zabić.
O, a to było ciekawe. Czyżby Zachary tylko zgrywał złego, a tak naprawdę był słodkim króliczkiem z miękkim serduszkiem?
— Powiedzmy, że policja niespecjalnie nam pomoże. Naprawdę, nie chodzi o nic ważnego. A nawet jeśli to już dawno się przedawniło.
— Chcemy tylko pogadać — zapewniłem. — Nazywam się Walter Antiga, a to moi kumple.
Ku mojemu zaskoczeniu drzwi otworzył się na oścież. W progu stanął mężczyzna dobrze po sześdziesiątce. Niecałe metr sześćdziesiąt wzrostu. Tłuste, siwe włosy opadały mu strąkami na ramiona. Zmarszczki pokrywały całą pożółkłą od słońca skórę. Wodniste oczka nadawały mu wygląd przebiegłego szczura.
— Antiga, tak? — zmierzył mnie kpiącym spojrzeniem. — To wiele wyjaśnia.
— Serio? — zaskoczony mogłem tylko gapić się jak głupi.
Ferasco zmarszczył czoło, a potem kiwnął głową w bliżej nieokreślonym kierunku.
— Właźcie. Nie zamierzam tu stać cały dzień.
Posłusznie weszliśmy do środka. Wąski, ciemny korytarz prowadził do małego salonu połączonego z kuchnią. Okna zasłonięte były roletami, w powietrzu unosił się kurz. Pod ścianą stała wytarta kanapa, która zapewne pamiętała czasy ręcznej skrzyni biegów. Na podłodze leżał dywan, który chyba był kiedyś czerwony, a w zlewie piętrzyły się stosy garnków i talerzy.
— Siadać! — warknął.
Jednocześnie opadliśmy na zniszczoną kanapę. Sam mężczyzna usiadł w rozpadającym się fotelu i zapalił papierosa.
— Pytacie o tego idiotę Mario, tak?
— Owszem — przytaknąłem. — Dotarliśmy do akt, z których wynika, że miał na pieńku z moim tatą, Stephanem Antigą. Chcieliśmy się dowiedzieć, o co poszło.
— O głupotę. Twój ojczulek, rycerzyk od siedmiu boleści nie mógł znieść, że ktoś dobierał się do jego ukochanej żonki.
Dobrze, że siedziałem, bo inaczej na pewno wylądowałbym na ziemi. Żonki? Chodziło o mamę? Co ona miała z tym wspólnego? Czy to właśnie to tata przed nią ukrywał?
— Może pan jaśniej?
Westchnął zirytowany. Widać było, że ostatnie na co miał ochotę, to użerać się z wścibskimi dzieciakami.
— Znałem Mario odkąd byliśmy chłopaczkami — zaczął. — Zawsze był nadpobudliwe. Wielkie ego mały móżdżek. Wydawało mu się, że wszystko mu wolno. W dwa tysiące czwartym zaciągnął się do mafii. Choć mafia to za dużo powiedziane. Był świeżakiem, to postawili go na wejściu do klubu, w którym robili interesy. Nic nadzwyczajnego.
— Ale co z tym wspólnego ma mój ojciec?
— A to, że to było w Cuneo. W tym samym klubie miejscowa drużyna siatkarska świętowała któregoś wieczoru zwycięstwo. Zrobili balangę, przyprowadzili dziewczyny. I zgadnij, kto bawił się najlepiej?
— Mój ojciec — burknąłem. Powoli zaczynałem wszystko zaczęło układać się w logiczną całość.
— Bingo! — Ferasco zarechotał obleśnie. — Ojczulek trochę wypił. Nie dużo, ale słaba głowa. No i się z matulą pożarł. Kobitka zgarnęła manatki i stwierdziła, że wychodzi. Tylko, że przy wejściu natknęła się na Mario. Który się nudził straszliwie i zwęszył okazje. Wiesz, facet był jak byczek, młody, jurny, miał każdą na skinięcie palcem. Zaczął przystawiać się do twojej mateczki, a jak ta chciała go zbyć, to się w kurzył. Siłą zaciągnął ją za klub i zaczął macać. Jak się stawiała, to bił tak, że nie miała już nawet siły by krzyczeć.
Z każdym kolejnym słowem robiło mi się słabo. Przed oczami miałem całe zdarzenie. Obskurny zaułek, gdzieś tyłach klubu. Zardzewiały kosz na śmieci i migająca uliczna latarnia. Zlodowaciały beton.
I mama. Młodsza o przeszło trzydzieści lat. Skulona ziemi, drżąca z zimna, przerażona. Z rozciętą wargą, złamanym nosem, opuchniętym okiem. Słyszałem jak błaga, by ją zostawić, jak szlocha. Widziałem, jak stojący nad nią mężczyzna uśmiecha się obleśnie. Podnosi rękę, uderza. A potem znów i znów. W między czasie śmiejąc się rubasznie, zdziera ubrania.
A przecież jest grudzień…
— Zgwałcił ją, prawda? — wyszeptałem. Z trudem powstrzymywałem się, by nie wybuchnąć. Dosłownie rozsadzała mnie wściekłość. Miałem ochotę w coś przywalić, zniszczyć. I jednocześnie wyć z bezsilność.
Bo to stało się tak dawno temu, a ja nie mogłem już nic zrobić.
— Nie zdążył — powiedział Ferasco. — W porę znalazł ich twój ojczulek z kolegami. Chyba alkohol trochę wywietrzał, bo poszedł szukać żonki, by nie wracała sama do domu. Byłem przy tym, robiłem za barmana, jak usłyszałem rozróbę, to chciałem sprawdzić kogo biją. Gdyby nie kumple, to ojczulek siedziałby za morderstwo.
— I nikt by mu tego nie miał za złe — burknąłem.
— No i jak tak teraz sobie pomyślę, to pewnie by i nawet dobrze zrobił — przytaknął Włoch. — W każdym razie potem się zrobiła afera, to mateczka do sądu poszła, oskarżenie wniosła. Sędziowie wszystko mieli jak na dłoni. Problem w tym, że jakby Mario wpadł, to zaraz by zaczął sypać pozostałych. Więc w ruch poszły łapówki. Umorzyli śledztwo. Twój ojciec się wściekł. I to tak totalnie. Wyśledził jakoś Mario, dopadł go w ciemnej uliczce i sprał na kwaśne jabłko. Cud, że nie zabił. Widziałem papiery, lekarze na nim krzyżyk postawili. Stwierdzili, że będzie roślinką. Cały połamany, głowa do wymiana, maniana totalna. Na lata go w szpitalu zamknęli. Najpierw zwykłym, a potem pod kluczem. Bo jednak odkryli, że to typ spod ciemnej gwiazdy.
Słuchałem w zdumieniu. W życiu bym nie przypuszczał, że tata byłby zdolny do czegoś podobnego. Owszem, uwierzyłbym w jakąś bijatykę, z własnego doświadczenia wiedziałem, że dwudziestoletni faceci są cokolwiek nadpobudliwy.
Ale brutalna napaść? Która prawie doprowadziła do śmierci człowieka? Nic dziwnego, że tata nie bardzo chciał się tym chwalić.
— Tych szczegółów nie ma w żadnych aktach — zauważyła, siedząca dotychczas cicho, Aisha. — Znaczy, pewnie są, ale bardzo utajnione. Dlaczego?
— A bo ja wiem? — Ferasco wzruszył ramionami. — Też mnie zdziwiło, że ojczulek nie poszedł siedzieć. Jak widać miał solidne plecy. I na pewno nie były to władze klubu.
— Stryjek David… — szepnąłem.
Teraz wszystko układało się w logiczną całość. Gdyby ktoś dowiedział się o pobiciu, kariera i całe życie taty ległoby w gruzach. Wujaszek David postanowił sprawić bratu przysługę i zataił ile się dało. Dzięki temu mogliśmy spać spokojnie.
Co ciekawe, w ogóle nie byłem na tatę zły. Nie potrafiłem być. W końcu chodziło o mamę. Ja ją kochałem. On też. Była miłością jego życia, najważniejszą osobą pod słońcem. Gdyby ktoś spróbował zgwałcić Julcię, nie uszedłby z życiem. A przecież byłem zdecydowanie bardziej narwany niż tata.
Nie rozumiałem tylko, dlaczego przez tyle lat ukrywał to co zrobił przed mamą. Bał się, że odrzuci go, gdy dowie się jak brutalny potrafi być? Że będzie się go bała? Czy może było w tym drugie dno?
— Quillian w końcu wyzdrowiał? — Aisha wydawała się zupełnie nieporuszona całą historią. Siedziała sztywno, znudzonym wzrokiem patrząc na Ferasco. Jedynie baczy obserwator dostrzegłby wściekłe błyski w jej oczach. W końcu byłą feministką z krwi i kości, miała trzy siostry. Tego typu wydarzenia działały na nią jak płachta na byka.
— No właśnie co ciekawe tak. — Mężczyzna skrzywił się nieznacznie. —Choć niektórzy uznali to za cud. Zresztą zajęło mu to dobre piętnaście lat, razem z pobytem za kratkami. Jak już w końcu wyszedł to był wrakiem człowieka. W końcu nieźle oberwał. Żył na garnuszku państwa i z piwem w łapie snuł plany zemsty na twoim ojcu. Ale na planach się skończyło.
Ta, a przynajmniej tak się wszystkim wydaje — mruknąłem w myślach. Miałem przeczucie graniczące z pewnością, że Mario był wariatem, psychopatą. Nie zdziwiłbym się specjalnie gdyby przez trzydzieści lat planował zemstę za zniszczenie życia. A doskonałym planem byłoby uderzenie w to, co tata kocha najbardziej.
— Gdzie możemy go znaleźć? — zapytałem. Znów chciałem działać. Odusną
— U diabła na wycieraczce — zarechotał Włoch. — Wykitował jakiś czas temu. W krajowym więzieniu. Ledwo wyszedł i już się w kłopoty wpakował.
Wpatrywałem się w niego z niedowierzeniem. Mój mózg powoli łączył kolejne fakty. Skoro Quillian umarł, to nie mógł otruć Pretty. Nie był odpowiedzialny za jej stan. Przyjechaliśmy do Włoch na marne.
— Kurwa! — Walnąłem pięścią w ścianę.
Kolejna teoria upadła z hukiem. Wróciliśmy do punktu wyjścia. Pierrette nadal nie odzyskała przytomności, a my nie wiedzieliśmy dlaczego.
Spojrzałem na jej przyjaciół. Zan smutno bawił się szelkami spodni, a Aisha zgrzytała zębami. Rozczarowanie było wręcz namacalne. Nawet nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Chyba wszyscy chcieliśmy już tylko wrócić do domu i w samotności zapijać zawód.
— W takim razie będziemy się już zbierać — burknęłam Aisha.
Ferasco tylko wzruszył ramionami. Pozbieraliśmy się szybko, podziękowaliśmy za rozmowę i już mieliśmy wychodzić, gdy nagle w drzwiach Włoch chwycił mnie za ramię.
— Pogadajmy — warknął. — Sami.
Uniosłem ze zdziwieniem brew, ale kiwnąłem na pozostały, że zaraz do nich dołącze. Zaskoczeni specjalnie nie byli, Aisha jedynie postukała palcem w nadgarstek. Jeśli nam się poszczęści jeszcze tego samego dnia wrócimy do Francji.
— Dlaczego w ogóle zainteresowaliście się Mario? — zapytał Ferasco.
Zacisnąłem zęby i spojrzałem przez ramię. Zan i Aisha stali na podwórku i kłócili się o coś zawzięcie. Znając ich, miałem jakieś dziesięć minut na spokojną rozmowę.
— Kilka tygodni temu moja siostra nagle straciła przytomność — wyjaśniłem. — Nie odzyskała jej do dzisiaj. Lekarze nie mają pojęcia dlaczego. Zaczęliśmy grzebać. Aisha zna się na komputerach. Przetrząsnęła chyba wszystkie bazy w Europie i odkryła stare akta z tej sprawy. Nazwiska były pozamazywane, ale wiedzieliśmy, że dotyczą mojego ojca. Potem oryginały znaleźliśmy u mojego stryja. Nie wszystkie. Tylko tyle, że tata pobił dotkliwie Quilliana. Wie pan, potrzebowaliśmy desperacko jakiś wskazówek, więc stwierdziliśmy, że Mario mści się za tamto pobicie i w jakiś sposób otruł Pretty. W końcu miał kontakt z narkotykami.
Ferasco zmarszczył w zamyśleniu brwi. Podrapał się po głowie. Przez myśl przeszło mi, że może tylko udaje prostego starca bez perspektyw.
— A kiwasz się na boki dlaczego? — zapytał.
Odwróciłem wzrok. Akurat tego nie mogłem powiedzieć nikomu.
— Po prostu kiepsko się ostatnio czuję.
— Ta twoja siostra, to bliźniaczka.
— Tia, razem przez całe życie — skrzywiłem się mimowolnie.
— Świat ci nie zwariował?
— Że co proszę?
— Pytam, czy ci się coś ostatnio nie porąbało. — mówił tak, jakby rozmawiał z przedszkolakiem. — Wiesz ty myślisz, że było jedno, a wszyscy w okół uważają, że drugie.
Zamrugałem zdezorientowany. Skąd ten facet wiedział, że dzieje się coś dziwnego. Był jasnowidzem, czy co?
— Skąd pan wie? — wydukałem. Nagle korytarz wydał się jeszcze ciaśniejszy niż wcześniej. Zrobiło się nieprzyzwoicie duszno, z trudem łapałem oddech.
— Swoje przeżyłem, swoje wiem — burknął.
— Więc wie pan, kto jest odpowiedzialny za to, co się dzieje?
Nie odpowiedział. Zamiast tego odwrócił się do mnie plecami i oparł o ścianę.
— Wszechświat jest o wiele bardziej skomplikowany niż ci się wydaje, chłopcze. Istnieją rzeczy nie do pojęcia dla ludzkiego umysłu. — powiedział, a potem po prostu odszedł w stronę salonu.
Chciałem za nim pobiec, ale w tym momencie usłyszałem niecierpliwe nawoływanie Aishy. Zresztą instynkt podpowiadał mi, że Ferasco nie odpowie już więcej na żadne pytania. Nie pozostało mi więc nic innego jak wrócić do przyjaciół.
Gdy szliśmy z powrotem do centrum zapadał już zmierzch. Za każdym razem, gdy spoglądałem na rozgwieżdżone niebo miałem wrażenie, że ktoś nas obserwuje.
Z lekkim poślizgiem przedstawiam rozdział piętnasty. Jest on troszeczkę krótszy od pozostały, ale przyznam, że już nie wiedziałam, co jeszcze mogłabym napisać.
Trochę rzeczy się tu wyjaśnia. Jeszcze nie wszystko, ale obalam kolejną teorię.
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał. Jak zwykle z niecierpliwością czekam na komentarze i za wszystkie z góry dziękuję.
Pozdrawiam
Violin
Polly uświadomiła sobie, że jednak nie kocha Theo i bardzo dobrze! Ona jeszcze tego nie wie, ale przecież nie warto takiego intryganta kochać.
OdpowiedzUsuńMateusz zadłużył się w naszej bohaterce i chociaż on również nie jest jej obojętny, to jednak ona nie chce wchodzić w jakąkolwiek relację. Tu się nie dziwię, bo co by z tego mogło wyjść? Wątpię, żeby ta znajomość przetrwała całe to zamieszanie. Jednak szkoda mi siatkarza, bo przez to wszystko nie może dowiedzieć się, dlaczego ich bliższa znajomość nie jest możliwa.
Przybycie Stephana bardzo mnie zaskoczyło, a fakt, że potrzebuje pomocy Polly jeszcze bardziej! Prędzej bym się spodziewała, że uda się do najstarszego syna, a on ewentualnie do swojej siostry i wspólnie coś wymyślą, jednak trener od razu zwrócił się do kobiety. I co tu oszukiwać, dobrze zrobił, bo Polly naprawdę obrała fajny plan. Mam nadzieję, że po takich drobnych gestach w stronę żony, a zarazem duzych w stronę Amelii, kobieta ostatecznie odczepi się od Antigi.
Niespodziewalam się, że Walt dowie się czegoś takiego! Oczywiście nie dziwię się reakcji Antigi, bo był to odruch naturalny, ale sam fakt, że ktoś mógł próbować skrzywdzić Stephanie jest okrutny. Ferasco wydał mi się dziwny pod koniec rozdziału. Doskonale zdał sobie sprawę z problemów Walta i jakby dał mu wskazówkę z tą gadką o wszechświecie? Sama nie wiem, co o tym myśleć.
W wolnej chwili zapraszam do siebie na nowy rozdział.
Do następnego, pozdrawiam.
Cóż Stephane chyba stwierdził, że Nico przy pomaganiu może nie być do końca obiektywny. Oczywiście Pretty też nie jest, ale Stephane tego nie wie ;)
UsuńBardzo dziekuję za komentarz!
Pozdrawiam
Violin
Kamienie w poduszkach wygrały konkurs na najlepsze zdanie owego rozdziału ^^ parsknęłam śmiechem na cały dom!
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Pretty przyznała przed samą sobą, że wcale nie kocha Theodora. Owszem, był dla niej 'idealny' (w końcu wszystko sobie starannie zaplanował ^^), ale tacy ludzie wcale nie są prawdziwi. To tylko aluzja, która z czasem pęka jak bańka mydlana. Wystarczyło, że na jej drodze stanął taki Mateusz, pełen wad i zalet, który irytuje i rozczula zarazem, aby jej serce zabiło raz, a porządnie :) Absolutnie nie dziwię się jej, że obawiała się rozmowy z nim. W końcu co ona może mu powiedzieć? Co może mu obiecać? Jestem pewna, że w innych okolicznościach na pewno dałaby sobie i jemu szansę, aby nareszcie być w pełni szczęśliwą. W ogóle to w tym rozdziale Mati przestał być rozczulającym śmieszkiem, a stał się poważnym facetem pewnym swoich uczuć do Pretty. Bardzo podobały mi się jego słowa skierowane do niej :)
Drugi raz parsknęłam śmiechem (ale o wiele ciszej ^^) gdy w drzwiach mieszkania Pretty stanął Stephan. Od razu pomyślałam, że tatuś przyszedł do córci i przyłapał ją na schadzce ze swoim podopiecznym haha ^^ ale! Pan Antiga nareszcie ogarnął co się wokół niego dzieje. Brawo, lepiej późno nic wcale! W sumie faceci zawsze mają spóźniony zapłon, więc co się im dziwić. Stephan poprosił Pretty o pomoc. Ciekawi mnie jak Amelia zareaguje na to wszystko. Odpuści, czy jeszcze namiesza w życiu państwa Antiga? Jeśli wybierze do drugie to jestem pewna, że Nicolas zrobi jej niezłą Lambadę ^^ I co najważniejsze! Czy Stephanie zaufa w pełni mężowi? Czy on ponownie rozkocha ją w sobie, a raczej czy przypomni jej jak bardzo ją kocha? Jestem pewna, że przy pomocy Pretty uda mu się ta sztuka :)
Walter i jego banda nareszcie dotarli do osoby, która wyjaśniła całe zajście z pobiciem. Normalnie szczęka mi opadła bo nie spodziewałam się, że ktoś napadł brutalnie na Stephanie! A reakcja Stephana? I to co później zrobił? Absolutnie mu się nie dziwię. Przecież to chodziło o jego ukochaną! Wiadomo, tak nie wolno robić, ale czy można mu się dziwić? Każdy reaguje nerwowo na samą myśl, że bliska osoba może zostać skrzywdzona. Tego po prostu nie da się ocenić pod kątem moralnym.
Ciekawi mnie skąd wiedza Ferasco na temat tego, co się dzieje z Waltem. To doświadczenie czy może wie coś więcej na temat stanu Pretty? I kto obserwował Antigę? Ugh, kolejne pytania się mnożą. Gdy tylko dostanę odpowiedzieć, po chwili pojawia się kolejna tajemnica :D
Pozdrawiam! ;*
Nie przypusczałam, że kamienie w poduszkach okażą się tak genialne. Ale cieszę się, że się spodobały.
UsuńAmelia jeszcze się pojawi, choć nie mogę zdradzić w jakiej roli.
Bardzo dziękuję za komentarz!
Pozdrawiam
Violin
Ja wiedziałam, że będę się zachwycać uczuciem Pretty i Matiego, a w najlepszym momencie zamiast "oh i ah" będzie "no kuźwa, Pretty!". Mówiłam, że będzie smutno, bo ich związek raczej nie ma prawa przetrwać, ale jakieś tam nadzieje jednak miałam :( Mimo wszystko nadal im kibicuję, a co tam, ku mojemu bólu serca. Na kolejne odrzucenie będę bardziej przygotowana.
OdpowiedzUsuńDobrze, że tatulek się ogarnął. Nawet przez chwilę nie wydawał mi się taki zły. Bardzo szanuję za to, ze w końcu przestał użalać się nad życiem i nic nie robić. Mateczka na pewno się ucieszy i doceni wszystko! Chociaż ja tam skromnie uważam, że jakby dostał raz patelnią w łeb, czy coś, to na zdrowie by wyszło wszystkim.
Chcę też walki Stephanie z Amelią. Załatwiłaby szmaciurę z klasą.
Dobra, może za bardzo się rozmarzyłam z tym biciem ludzi xD Ale obstawiam, że będzie jakieś starcie tych dwóch pań. Chociażby pojedynek, która mrugnie pierwsza!
Ten typek do którego udał się Walter z ekipą jest mocno podejrzany. On wie o podróżach w czasie! Może też został cofnięty, albo ma bliźniaka, który podróżował w czasie. Bo skąd by wiedział o zmianie wydarzeń w czasoprzestrzeni, a tym bardziej o bliźniakach? To taki szczegół, że na pewno zna go z doświadczenia. Ewidentnie, na pierdyliard procent.
A jeszcze akcja z tatulkiem, prawie bym zapomniała! W sumie wszystko wydaje się sensowne. Przynajmniej dla mnie, bo nie spodziewałam się nie wiadomo jakiego przestępstwa z jego strony. Od początku mam do niego jakieś obiekcje, bo nic nie robi tylko narzeka XD
Jest późno, wyłączył mi się przycisk do logicznej, poprawnej polszczyzny. Wybacz za chaotyczny komentarz (nie żeby wszystkie poprzednie były super przemyślane, a nie "co mi się przypomni").
Jak zawsze czekam na następny rozdział!
Pozdrawiam bardzo serdecznie
Eden
Until the dawn
Mateusz i Pierrette to taki wątek, w którym zostawiam sobie uchyloną furtkę. Ale na razie więcej nie mogę zdradzić.
UsuńBtW zainspirowałaś mnie na pewne wydarzenie, które będzie miało miejsce za kilka rozdziałów. Dziękuję, że odblokowałaś moją wenę!
Bardzo dziękuję za komentarz!
Pozdrawiam
Violin
Po dość zaskakującym i emocjonującym wieczorze dla Pretty przyszedł poranek pełen przemyśleń i rozterek dotyczących jej uczuć, choć zaczęło się bardzo miło, gdy obudziła się w ramionach Mateusza.
OdpowiedzUsuńOni naprawdę byliby uroczą parą i pasują do siebie, jak mało kto. Szkoda tylko, że czasoprzestrzeń stoi im na przeszkodzie. Jedyny pozytyw z całej tej sytuacji, że przynajmniej Pierette w końcu uświadomiła sobie, że wcale nie kocha Theo. Teraz przynajmniej nie będzie aż tak cierpiała, gdy prawda o jego manipulacji wyjdzie na jaw.
Rozmowa Pierette z Mateuszem przebiegła w dosyć niezręcznej atmosferze, zwłaszcza że dziewczyna postanowiła zdecydowanie przystopować ich dalszy rozwój relacji, co można w pełni zrozumieć. Mateusz jest dla niej ważny i nie chce, aby cierpiał, gdy nastąpi jej powrót do teraźniejszości. Za to on wpadł po uszy i odważył się nawet jej do tego przyznać. Nie zważając na to, że może zostać odrzucony. Trochę się między nimi pokomplikowało. Mam tylko nadzieję, że mimo wszystko wciąż będą dobrze się ze sobą czuć i nie będą stronić od swojego towarzystwa.
Jak by tego wszystkiego było mało niespodziewanie pojawił się Stephane. Na szczęście w końcu z chęcią do walki o uratowanie swojego małżeństwa. Jestem pewna, że z pomocą rad Pierette uda mu się odzyskać zaufanie żony. Na pewno nie będzie to jednak łatwe, ale trzeba próbować. Najważniejsze, że Stephane w końcu zauważył, jak z boku może wyglądać jego znajomość z Amelią oraz, że straszna z niej osoba. Oby wkrótce udało się jej pozbyć na dobre. Stephane musi także zdobyć się nareszcie na pełną szczerość i powiedzieć Stephanie całą prawdę dotyczącą zaszłości z przeszłości. Jestem pewna, że ona postara się zrozumieć i nie będzie go oceniać.
Nic dziwnego, że Walter jest rozbity po tym, jak rzeczywistość każdego dnia przewraca się mu do góry nogami. Na całe szczęście tym razem pobyt w Napoli przebiegł przez większych problemów, a nasi detektywi otrzymali kolejne części układanki. To czego dopuścił się Mario było niewybaczalne. Nawet nie chcę myśleć, jak Stephanie było trudno otrząsnąć się z tego wszystkiego. Nie dziwi też późniejsza zemsta Stephana, gdy odkrył że Mario nie poniesie żadnych konsekwencji swojego czynu. Wygląda jednak na to, że Mario nie ma nic wspólnego z podróżą w czasie Pretty.
Najbardziej zastanawia jednak skąd Ferasco wie o dziwnym stanie Waltera? Sam także to przeżył, czy może ma coś wspólnego z bieżącymi wydarzeniami? Po raz kolejny pojawiają się kolejne pytania, na które nie mogę doczekać się odpowiedzi. 😊
Ferasco jeszcze się pojawi, choć nie obiecuję, że osobiście. W ogóle w następnych rozdziałach trochę rzeczy się wyjaśni.
UsuńBardzo dziękuję za komentarz!
Pozdrawiam
Violin
Poranek sprawił, że Polly była trochę zdezorientowana położeniem, w jakim się znalazła, ale która z nas by nie była budząc się obok Mateusza ^^ Cieszę się, że przyznała się przed samą sobą, że nie kocha Theodora. Może i faktycznie był dla niej idealny, co zresztą bardzo szczegółowo zaplanował, ale to nie jest recepta na prawdziwe szczęście i udany związek. Po pewnym czasie Polly pewnie by to dostrzegła, ale byłoby już za późno... A tak to przynajmniej podróżując w czasie spotkała Mateusza, do którego zaczęła czuć coś znacznie większego niż zwykłą sympatię. Mati również zadurzył się w Polly i próbuje to wszystko ogarnąć. Nie dziwię się dziewczynie, że boi się wyznać mu prawdę, bo nie wiadomo jak siatkarz zareagowałby na takie rewelacje. Skomplikowane to wszystko i to bardzo, bo co będzie jeśli Polly się uda i wróci do czasów teraźniejszych...? Niemniej jednak kibicuję im z całego serca, bo są uroczy :)
OdpowiedzUsuńStephane zrobił wejście smoka :D Co jak co, ale tego się nie spodziewałam :D On pewnie też nie spodziewał się zastania takich widoków hahaha :D Ale! Cieszy mnie to, że przeanalizował sobie słowa Polly i postanowił poprosić ją o pomoc :) Wierzę, że z jej pomocą uda mu się sprawić, że Stephanie ponownie mu zaufa i razem zmierzą się z problemami, które spadły na ich małżeństwo. Brawo również dla Stephana, że dostrzegł jak dla innych osób może wyglądać jego relacja z Amelią. Nic, tylko się jej pozbyć!
Walter dalej za bardzo nie rozumie, co się wokół niego dzieje, a ja razem z nim mam mętlik w głowie. Ale chociaż ta wizyta, którą złożyli znajomemu Mario coś wyjaśniła. W życiu bym się nie spodziewała, że ofiarą może być Stephanie! I czy można się dziwić Stephanowi, że tak zareagował? Absolutnie nie! Popieram go stuprocentowo. Nikt nie może krzywdzić Stephanie! W takiej chwili nie myśli się o konsekwencjach tylko o bezpieczeństwie ukochanej osoby. Jednak wygląda na to, że to nie Mario stoi za podróżą w czasie. Jak nie on to kto? I skąd Ferasco wie, co dolega Waltowi??
Ach, jak zwykle... Coś się wyjaśniło, a kolejne pytania przybywają :) Czekam na nowość!
Pozdrawiam ;*
Cała ta historia jest skomplikowana, ale dla Pretty i Mateusza mam już gotowe zakończenie. Ale oczywiście nie mogę niczego więcej zdradzić.
UsuńFerasco wie, co dolega Waltowi, ale to trochę bardziej skomplikowane. Spokojnie, jeszcze się pojawi.
Bardzo dziękuję za komentarz!
Pozdrawiam
Violin