środa, 15 maja 2019

Rozdział 9

Warszawa, 22 luty 2019

— Mam adres. 
Roztargniona podniosłam głowę znad ekspresu. Obok o kontuar opierała się Trixie. Ręce skrzyżowała na piersi i uśmiechała się tak chytrze, że zaczynała przypominać Kota z Cheshire.  Przełknęłam głośno ślinę i bardzo, bardzo powoli odłożyłam filiżankę. Takie uśmiechy nigdy, ale to nigdy nie wróżyły nic dobrego. 
— Jaki adres? — zapytałam ostrożnie. 
— Tej całej Amelii — prychnęła kpiąco. — Nie udawaj niewiniątka, wiem, że coś knujesz. Coś w związku z trenerem Antigą. — Usiadła na blacie, a ja rozejrzałam się szybko, sprawdzając, czy nikt nie widzi. Na szczęście dochodziła jedenasta i w kawiarni panowały pustki. — Pogadałam z bratem, wybadał sprawę. Z Amelii jest niezłe ziółko. Cały zarząd owinęła sobie wokół palca. Mój kochany braciszek twierdzi, że to przebiegła jędza. Nie mam pojęcia, co ci zrobiła ani jaki ma to związek z Stephanem, ale jeśli trzeba komuś ukręcić łeb to chętnie pomogę. — Wyszczerzyła się głupkowato. 
Westchnęłam głęboko. No i szlak trafił ukrywanie się czy tajemnice. W życiu bym nie przypuszczała, że Trixie domyśli się, co planuje! Dlaczego zawsze muszę trafiać na takie zmyślne osóbki! Skandal!
No dobra, słabo się kryłam. Ale hej, przeniosłam się w czasie! Cud, że robiłam cokolwiek! Przecież równie dobrze mogłabym zaszyć się w mieszkaniu i użalać na swoim losem. Ale nie, jestem silną, niezależną, nowoczesną kobietą i potrafię radzić sobie z przeciwnościami!
— To o jaki adres chodzi? — zapytałam, siląc się na znudzony ton. 
— Wiem gdzie mieszka Amelia. — Trixie triumfalnie zrobiła balona z przeżuwanej gumy. 
Moja szczęka wylądowała na podłodze, odbiła się od kafelek i potoczyła pod zlew. A już przyzwyczaiłam się do tego, że zawiasy przestały mi drętwieć. 
— Mówisz… mówisz serio? — wydukałam. 
— Yhm — przytaknęła. — Ale powiem ci dopiero, gdy wtajemniczysz mnie w cały plan. 
Z cichym świstem wypuściłam powietrze. Raz, drugi, trzeci. Musiałam wyglądać jak cholernie zabiedzona lokomotywa. Dosłownie czułam trybiki obracające się w moim mózgu. Powiedzieć, czy nie powiedzieć? A jeśli tak, to ile? Czy już zrobiłam z siebie wariatkę? Jakie jedzenie dają w szpitalu psychiatrycznym? Nico urwie mi łeb czy raczej rozczłonkuje? 
Na samo wspomnienie brata miałam ochotę kląć. Od czasu spotkania pod halą kontaktowaliśmy się tylko telefonicznie. Próbowałam wypytać go o postępy w śledztwie albo tajemnicze groźby, ale okazał się być jeszcze bardziej skryty niż tata. Na prawie każde pytania odpowiadał, że jeszcze „bada sprawę”. Zastanawiałam się, czy serio to robi, czy też jednak nie uwierzył w moją historie z podróżą w czasie i szuka sposobu, jakby mnie tu delikatnie przymknąć. 
Zresztą po tym jak znalazłam list z pogróżkami na ganku trochę bałam się rozmawiać z Nicolasem. Powiedziałam mu o wszystkim, bo wiedziałam, że tata nigdy się na to nie zdobędzie. Będzie chciał jak najdłużej ukrywać prawdę, byle tylko nie martwić mamy. 
Nico oczywiście był na niego wściekły. Za punkt honoru postawił sobie odkrycie, co próbuje zataić tata. Bałam się, że którego dnia zadzwoni do mnie i znów wywróci cały mój świat do góry nogami. 
— Nie mogę ci powiedzieć wszystkiego — przyznałam w końcu, gdy zniecierpliwiony wzrok Trixie stał się nie do zniesienia. — Powiedzmy, że kumpluje się z synem trenera Antigi. Poznałam go zupełnie przez przypadek, kiedyś mi pomógł i w ogóle… W każdym razie, Nicolas ma problem. I mu pomagam. Ot, zwyczajna przyjacielska przysługa. — Wymusiłam uśmiech. 
— Amelia podrywa trenera, a ty nie chcesz by rozwaliła rodzinę twojego przyjaciela — wydedukowała bezbłędnie dziewczyna. Nawet nie próbowałam zaprzeczać. — Szlachetne pobudki. Nie nazywasz się przypadkiem Pénélopa Lwie Serce? 
— Teraz to już wszystko jest możliwe — burknęłam. — Skoro poznałaś prawdę, to możesz mi podać adres? 
— O, nie tak prędko, moja droga. — Trixie zgrabnie przeskoczyła na drugą stronę lady. — Chcę wziąć udział w śledztwie. 
— Że co proszę?! 
— Chcę wziąć udział w śledztwie — powtórzyła spokojnie. — Daj spokój, nie widzisz jakie to miasto jest nudne?! Nic, ale to nic się nie dzieje. Potrzebuję rozrywki. A śledzenie tej psycholki to świetna przygoda. 
Już chciałam coś powiedzieć, ale w tym momencie zadzwonił dzwonek nad drzwiami. Szybko podniosłam głowę, mając nadzieję, że to któryś z siatkarzy lub moi rodzice. Zaraz jednak przypomniałam sobie, że przecież następnego dnia grają na wyjeździe. Uśmiechnęłam się pod nosem na wspomnienie Mateusza, który był szczerze zawiedziony faktem, że nie pojadę na mecz z klubem kibica. 
— Mając taki doping na pewno rozbiłbym przeciwnika w drobny mak — stwierdził, gdy poprzedniego dnia znów wpadł do mnie na wieczorek filmowy. Przyniósł chińszczyznę, rozwalił się na kanapie i przekonywał, że jeśli chcę wygodnie oglądać, muszę usiąść mu na kolanach. 
W odpowiedzi został brutalnie zrzucony na podłogę. 
Westchnęłam cicho. Byłam w przeszłości od nieco ponad tygodnia, a miałam wrażenie, że minął cały miesiąc. Spotkałam mamę, znalazłam pracę, odkryłam, że muszę uratować świat, a przy okazji poznałam Mateusza, który już w ogóle chyba zaczął uważać, że znamy się od zawsze. Pisał do mnie  prawie bez przerwy, wysyłał głupie obrazki i zaklepał bilety na wszystkie mecze do końca sezonu. Czekałam tylko na to, aż podaruje mi koszulkę z własnym nazwiskiem na plecach. 
Nie żeby mi to przeszkadzało. Byłam roztargniona, nieogarnięta, ale nie potrafiłam oszukiwać samej siebie. Przy Matim czułam się dobrze. Bezpiecznie. Zapominałam o misji, o problemach rodziców, o liście z pogróżkami. Obecność siatkarza była nieskalana żadnymi tajemnicami. Podświadomie czułam, że po prostu mogę mu ufać. 
— Hej, ziemia do Polly! — z zamyślenia wyrwał mnie głos Trixie. — Ciesz się, że Dorian ma dzisiaj jakieś niespożyte pokłady energii i wszystkich obsługuje, bo inaczej nie mogłabyś tak bezkarnie odpływać. 
— Przepraszam — nieudolnie próbowałam ukryć rumieniec. — To o czym rozmawiałyśmy?  
— O Amelii — z irytacją przewróciła oczami. — I o tym, że chcę wziąć udział w twojej misji. Chcę śledzić Amelię. Jeśli się nie zgodzisz, nie podam ci adresu. 
Jęknęłam w myślach. Szantaż, naprawdę? Wszechświecie, dlaczego mi to robisz? 
— A czy mam wybór? 
— Nie. 
— No właśnie — burknęłam. — Zgoda, możesz mi pomóc. 
Trixie wyszczerzyła się głupkowato. Zerknęła na zegarek i zacmokała z potępieniem. 
— Mamy jeszcze cztery godziny pracy — oświadczyła. — Chłopaki są na wyjeździe, ale z tego co wiem Amelia z nimi nie pojechała. Jak skończymy, to zakradniemy się do jej domu i spróbujemy się czegoś dowiedzieć. 
Po raz kolejny w ciągu ostatnich dwudziestu minut chciałam, by ktoś przywalił mi w łeb. Zaskoczyła mnie pewność siebie z jaką Trixie mówiła o całej akcji. Trochę tak, jakbyśmy robiły coś zupełnie normalne, szły na zakupy albo karmiły jednorożce. 
— Masz już jakieś doświadczenie? — uniosłam ze zdziwieniem brew. 
— Pff, oczywiście! Patrzysz na czterokrotną absolwentkę obozu mały agentów! — wypięła dumnie pierś. — Jestem mistrzem w skradaniu się. 
Byłam gotów uwierzyć jej na słowo. Wyglądała na zdeterminowaną, tak jakby od powodzenia tej misji zależały losy całej ludzkości. 
W pokrętny sposób zależały, więc chyba powinnam się bardziej przejmować. 
Kolejne cztery godziny spędziłyśmy na obsługiwaniu klientów i rzucaniu sobie znaczących spojrzeń. Dorian próbował dowiedzieć się, o co chodzi, ale byłam nieugięta — nie chciałam wtajemniczać kolejnej osoby. Już i tak wystarczyło, że popełnię jeden mały błąd, a Trixie dowie się o podróżach w czasie. 
Punkt piętnasta odwiesiłyśmy fartuchy na wieszaki i ramię w ramię opuściłyśmy kawiarnie. To Trixie prowadziła. Znała nie tylko adres też całą Warszawę. Szła szybko, mijając kolejne skrzyżowania. Ledwo nadążałam, a gdy weszłyśmy do metra prawie ją zgubiłam. 
— Masz strasznie krótkie nóżki  — stwierdziła, gdy zdyszana w ostatniej chwili wpadłam do wagonu. 
— To… rodzinne — mruknęłam. Ta, jasne. Szczególnie, gdy twój ojciec i bracia mając po dwa metry wzrostu, a siostra odmawia noszenia szpilek. 
Na szczęśnie nie musiałam kontynuować opowieści, o tym jak to na rodzinnej loterii genów wylosowałam najkrótszy patyczek. Wysiadłyśmy na następnym przystanku. Z każdym krokiem Trixie była coraz bardziej podekscytowana, a mnie tylko zżerały nerwy. 
Szczerze? Byłam przekonana, że Amelia mieszka w jednym z tych wysokich, nowoczesnych wieżowców w centrum. Na ostatnim piętrze, z przeszklonym salonem i zawieszonym pod sufitem łóżkiem. 
Tym czasem znalazłyśmy się na niewielkim osiedlu starych, jednorodzinnych domów. Nie przypominały tego, w którym mieszkali moi rodzice. Z marmurowymi kolumienkami i otoczone wysokimi, gęstymi drzewami, wyglądały tak, jakby czas się dla nich zatrzymał. 
— Siedem, dziewięć, jedenaście! To tutaj! 
Stanęłyśmy przed jednym z najmniejszych domów. Niezbyt wysoka, żelazna brama, oddzielała nas od sporego, gęstego ogrodu. 
— Mam nadzieję, że nie opuszczałaś lekcji wuefu. — Trixie uśmiechnęła się chytrze, a ja poczuła m w ustach nagłą suchość,
— Zamierzasz się włamać? 
— Tylko do ogródka — machnęła lekceważąco ręką. — Jeśli jest w domu, to może podsłuchamy jak z kimś rozmawia. Jeśli nie, to po prostu urządzimy sobie małą gimnastykę. 
— I nikt nas nie zauważy? 
— Na ulicy nie ma kamer, więc luzik — prychnęła. — A w ogrodzie jest tyle krzaków, że bez problemu się ukryjemy. 
Z powątpiewaniem spojrzałam na bramę. Miałabym niby przez nią przeskoczyć? Jak małpka? Hop, siup i do góry? Jeszcze tego brakowało żebym w przeszłości złamała nogę. 
— Oh, daj spokój, nic złego się nie stanie. — Trixie chyba naprawdę czytała mi w myślach. — Może i jesteś niziutka, ale wyglądasz na wysportowaną. Pod tą kwiecistą tuniką kryją się niezłe mięśnie. Trochę zastałe, ale nadal sprawne. 
Miała rację. Mimowolnie wróciłam myślami do tych wspaniałych dni, gdy jeszcze tańczyłam, gdy flamenco sprawiało mi radość. Wbrew pozorom jest trudniejsze i bardziej wymagające niż się ludziom wydaje. 
— Dobra, jak się boisz, to idę pierwsza. —  Za nim zdążyłam zareagować, Trixie chwyciła za ramię bramy, wsadziła nogę między pręty i sprawnie przeskoczyła na drugą stronę. — Teraz ty!
Przełknęłam głośno ślinę. Dobra, Polly, masz jeszcze szansę się wycofać. Trochę dziwnie byłoby zostać pierwszą, podróżującą w czasie kryminalistką. Ciekawe czy dla takich przestępców mają osobne więzienia? 
A, zresztą, raz się żyje! 
Pospiesznie poszłam w ślady koleżanki. Gdy już wylądowałam na podjeździe, od razu pobiegłyśmy do pobliskich krzaków. Przylgnęłyśmy do murów, nasłuchując. Bardzo, bardzo powoli zaczęłyśmy przemykać pod oknami. Było kilka stopni powyżej zera, ale w końcu natknęłyśmy się nad jedno otwarte. 
Słyszałyśmy, jak ktoś w środku rozmawia głośno.  Przykucnęłyśmy, a Trixie pokazała bym słuchała uważnie. 
— Nie, Dżidżi, naprawdę wiem, co robię — to na pewno była Amelia. Mówiła po angielska, za co byłam jej wdzięczna. Przynajmniej wszystko rozumiałam. — Jest trochę bardziej oporny niż poprzednicy, ale to tylko kwestia czasu. Jego żona? Żaden problem, serio. Typowa kura domowa, nawet nie zauważy jak będzie mój. 
Z trudem powstrzymałam się, by nie jęknąć. Byłam przekonana, że mówi o tacie. 
— Co potem? To co zawsze. Daj spokój, może i jest przystojny, ale straszna z niego ciota. Gdyby nie fakt, że fizycznie jest cholernie pociągający, to już dawno bym odpuściła. 
Gdyby nie fakt, że Trixie prawie przygwoździła mnie do ściany, już dawno powyrywałabym ci te tłuste kłaki, pomyślałam z wściekłością. 
— Ile? Dwie, może trzy noce. Maks cztery. A potem adios, dowidzenia i mogę w spokoju delektować się kolejnym zniszczonym związkiem. Wspaniale prawda? Cały ten pseudo romans będzie czystą przyjemnością. 
Trzasnęły drzwi i głos Amelii zamienił się w jednostajny szum. Oddychałam ciężko, z trudem powstrzymując się przed wskoczeniem do mieszkania i uduszeniem Amelii. Z sercem bijącym tak szybko, że mogłoby zasilać w energię elektryczną małą lodówkę, podniosłam się z ziemi. 
— Chodźmy — wychrypiałam cicho. Miałam wrażenie, że zaraz zemdleje. 
Trixie pokiwała powoli głowa. Nie odezwałyśmy się słowem ani wtedy, gdy przeskakiwałyśmy przez bramę, ani gdy już spokojnie siedziałyśmy w metrze. Ona chyba nie wiedziała, co powiedzieć, a ja musiałam przetrawić, co właśnie usłyszałam. 
Amelia chciała wykorzystać tatę. Tak po prostu. Uwieść, a potem porzucić jak zepsutą zabawkę, przy okazji rozwalając małżeństwo rodziców. Była wredną, zimną suką. To przez nią rodzice się kłócili, to przez nią mama myślała, że tata ją zdradza. Wykorzystywała uprzejmość taty, jego dobre serce, do zaspokajania jakiś chorych żądzy. 
Drobne pocieszenie? To nie tata był wszystkiemu winny. Chyba. Nie zniosłabym myśli, że mógłby z własnej woli, tak po prostu zdradzić mamę. Nie i koniec. Tata taki nie był. Tata kochał mamę ponad wszystko. 
— Co zamierzasz z tym zrobić? — zapytała Trixie, gdy znów znalazłyśmy się na naszym osiedlu. 
— Nie wiem — odparłam zrezygnowana. — na pewno powiem Nicolasowi. Może on coś wymyśli. Pod warunkiem, że w ogóle mi uwierzy. 
— W razie czego będę robiła za świadka! — obiecała. — Tej dziwce należy się stos piekielny. Sama słyszałaś, trener Antige nie jest pierwszą jej ofiarą. Założę się, że rozbiła już niejedno małżeństwo. 
Niechętnie przyznałam jej rację. Bałam się przyznać, że jeśli szybko czegoś nie wymyślę, to i tym razem Amelia osiągnie swój cel. Nawet jeśli tata nigdy nie zdradziłby ukochanej żony, to mamie ciężko będzie żyć ze świadomością w każdej chwili może zostać okłamana. Będzie wolała odejść, bo tak podpowie jej duma. 
— Będę pamiętać — uśmiechnęłam się smutno. 
Pożegnałyśmy się przed moim blokiem Dochodziła piąta po południu, ale już zupełnie nie miałam na nic siły. Chciałam po prostu położyć się na łóżku i zasnąć. Albo wyjąć skrzypce i grać jakąś smutną melodię. 
Jednak na klatce schodowej ktoś czekał. Nicolas siedział na schodach z twarzą schowaną w dłoniach i oddychał ciężko. 
— Wróciłaś — mruknął, nawet na mnie nie patrząc. 
— Wróciłam — przytaknęłam. — Wejdziemy do środka? Chyba musimy porozmawiać. 
Dopiero wtedy podniósł głowę. Wzdrygnęłam się mimowolnie, widząc bezradność w jego oczach. 
Usiedliśmy przy stoliku w kuchni. Nastawiłam wodę, cały czas próbując ubrać w słowa wydarzenia z ostatnich kilku godzin. 
— Rodzice znów się pokłócili? — zapytałam, stawiając przed nim gorący kubek. 
Nie odpowiedział. Wypiliśmy herbatę, potem drugą i trzecią, aż w końcu słońce na dobre schowało się za horyzont. Nadal nie rozmawialiśmy, tylko zjadaliśmy przygotowane naprędce kanapki, zdając sobie nagle sprawę, jak bardzo byliśmy głodni.
Przebywanie z młodszym o dwadzieścia Nicolasem było bardzo ciekawym doświadczeniem. Różnił się od swojej starszej wersji, a przede wszystkim różnił się od rówieśników, od Mateusza. Mateusz miał w sobie taką dziecięcą radość, naiwność, nieskalane niczym szczęście. Wszystkim wokół posyłał beztroskie uśmiechy i wesołe spojrzenia. Gdy wchodził do pomieszczenia, człowiek nagle zapominał o wszystkich nieszczęściach. 
Nico był inny. Miał dwadzieścia lat i wzrok sześćdziesięcioletniego mężczyzny. Co chwila rozglądał się nerwowo, nasłuchując. Patrzył na mnie z troską, wręcz smutkiem, jakbym była przewlekle chora. Wyglądał tak, jakby przez całe życie musiał dźwigać na barkach wszystkie problemy tego świata. 
Jak dwóch ludzi może się aż tak różnić?  
— O co poszło? — zapytałam ponownie. 
— Mama odkryła liścik — mruknął, zaciskając palce na kubku. — Dzisiaj rano, przed wyjazdem na mecz. Była wściekła. Znów wygarnęła tacie, że ją okłamuje i coś ukrywa. Tata próbował się bronić, ale tym razem mama nawet nie dała mu dojść do słowa. Więc w końcu też wybuchnął. Stwierdził, że w ogóle go nie słucha i że mu nie ufa. Zaczęli się kłócić, krzyczeć. Tata — przełknął głośno ślinę. — Tata stracił cierpliwość. Wziął torbę, trzasnął drzwiami i po prostu wyszedł, nawet się nie żegnając. Dobrze, że Timi i Manoline byli w szkole. Jest coraz gorzej, Polly, coraz gorzej. — Znów schował twarz w dłoniach. 
Westchnęłam cicho. W przyszłości rodzice też się kłócili. Czy istnieje w ogóle para, która tego nie robi? Ale zawsze wychodzili z domu pogodzeni. Taką mieli zasadę. Najpierw rozwiązać problem. 
— Wiesz, też nie marnowałam tego dnia — mruknęła, a potem opowiedziałam Nicolasowi o wszystkim, co usłyszałam. Z każdym słowem jego oczy robiły się coraz większe, a szczęka niebezpiecznie zbliżała się do blatu. Gdy usłyszał jak to włamałam się do czyjegoś ogródka jedynie parsknął cicho śmiechem. Chyba byliśmy bardziej podobni niż nam się wydawało. 
— Czyli Amelia chce wykorzystać tatę? — dopytał, bawiąc się pustym już kubkiem. 
— I to w najgorszy możliwy sposób, rozbijając przy okazji małżeństwo rodziców. Chyba sprawia jej to przyjemność. 
— Wariatka. 
— Też tak myślę. 
— Ale co możemy z tym zrobić? 
Zawahałam się. Przed oczami stanęła mi scena sprzed hali. Roześmiany tata, jak gdyby nigdy nic odwożący koleżankę z pracy. Ot zwykła, ludzka uprzejmość. Przecież taki właśnie był. Gotowy pomóc każdemu, w każdej sytuacji. 
— Pokazać mu, że jest w niebezpieczeństwie? — zasugerowałam. — Że powinien uważać z kim rozmawia? 
— I myślisz, że wtedy przestanie być miły dla Amelii? Prędzej świnie zaczną latać. 
Okej, musiałam się zgodzić z Nicolasem. Pomaganie innym było dla taty jak tlen. Musiał czuć się potrzebny, musiał mieć jakieś zadanie. Gdy ktoś prosił o pomoc pomagał, bo tym żywiły się jego organizm. Normalnie fotosynteza od siedmiu boleści. 
— A mama? Może spróbujemy od tej strony? 
— Co masz na myśli? — przekrzywił z zaciekawieniem głowę. 
Z trudem powstrzymałam się by nie parsknąć śmiechem. Przecież tyle razy widziałam, jak robił to w przyszłości. Niezależnie od tego czy miał dwadzieścia czy czterdzieści lat, czy był jeszcze studentem czy już szanowanym, wojskowym specjalistą, był moim Nicolasem, ukochanym, nadopiekuńczym starszym bratem. 
— Oni nadal się kochają, Nico. — Ostrożnie chwyciłam jego dłoń. — Gdyby tak nie było żadne by się nie przejmowało. A to oznacza, że potrzebują impulsu, czegoś, co sprawi, że znów poczują… no wiesz… — odchrząknęłam z zakłopotaniem, czując, że się rumienię. 
Jasna Anielko, przecież to nadal byli moi rodzice. 
Nicolas również wyglądał na zakłopotanego. Przez chwilę siedzieliśmy w zupełnej ciszy, każdy wpatrzony w swój kubek. W końcu spojrzałam na brata. On spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się nieznacznie. On również się uśmiechnął. 
A potem po prostu wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. 
— Okej, załóżmy, że obydwoje wiemy o co chodzi — stwierdził, z trudem tłumiąc kolejny napad śmiechu. — Ale musisz mi obiecać, że nie będę miał więcej młodszego rodzeństwa. Możesz to zrobić, prawda? Jesteś w końcu z przyszłości. 
Zamarłam. Nagle dotarło do mnie, co powiedział Nico. 
Znałam przyszłość. WIedziałam, co się stanie. Wiedziałam, że rodzice będą razem. Mogłam w każdej chwili mu o tym powiedzieć. Zapewnić, że będzie dobrze. 
Ale z drugiej strony on też wiedział. Wiedział, że jestem jego siostrą, która przybyła z przyszłości. Znał małą mnie teraz i znał małą mnie za dziesięć lat. Dlaczego więc nigdy nie powiedział mi, co się stało? Dlaczego nigdy nie ostrzegł, że niedługo cofnę się w czasie? Dlaczego przez dwadzieścia lat nie dał po sobie poznać, że cokolwiek wie? 
Od myślenia aż rozbolała mnie głowa. Odchyliłam się na krześle i wzięłam kilka głębokich wdechów.
— To chyba… chyba nie jest takie proste — stwierdziłam po namyśle. — Zeszyt… Ivy… Twierdzi, że przybyłam tu by ratować naszą rodzinę. Czyli stało się coś, co nie powinno się wydarzyć. Pojawiła się Amelia. 
— Na twojej lini czasu jej nie ma — mruknął Nico, a ból stał się jeszcze silniejszy. Czy oni wszyscy muszą być tak cholernie mądrzy?  — Zostałaś tu przysłana, bo musisz naprowadzić wydarzenia na odpowiedni tor. Tak, żeby przyszłość pozostała niezmienna. 
Od razu pomyślałam o mamie. O jej cierpieniu, o bólu, gdy umierała. Czy naprawdę nie mogłam nic zrobić? Ostrzec ją? Kazać się częściej badać? Czy to aż tak bardzo zachwiałoby czasoprzestrzenią? 
— Myślisz, że nie mogę nic zmienić? — wyszeptałam., czując, że moje serce znów rozpada się na milion kawałków. 
— To nie tak. — Nicolas stanowczo pokręcił głową. Zmarszczył brwi i w zamyśleniu podrapał się po brodzie. — Jeśli Amelia naprawdę  jest „błędem”, to znaczy, że nie ma jej w twojej oryginalnej lini czasu. Wszystko zaczęło się zmieniać już w momencie, gdy poznała tatę. Póki się znają, póki wciela w życie ten chory plan, twoja przyszłość wisi na włosku. Może nawet już się zmienia. A twoim zadaniem jest naprowadzenie jej na właściwy tor. 
— Czyli mam zabić Amelię? — wypaliłam bez zastanowienia. 
 — Bez przesady! — Znów się roześmiał. — Choć w razie czego pomogę ukryć zwłoki — mrugnął kokieteryjnie. — A tak na serio, to po prostu musimy ją wykurzyć z miasta. A najlepiej z kraju. 
— Jak niby chcesz to zrobić? 
Uśmiechnął się chyrze, Przez ułamek sekundy wyglądał tak, jakby planował conajmniej zawładnąć światem. Nie zdziwiłabym się, gdyby za chwilę wyciągnął zza pazuchy śmiercionośny promień albo teserakt. Bo kto powiedział, że złoczyńca musi być starożytnym bóstwem?
— Moja w tym głowa, by przez najbliższe kilka lat trzymała się z daleka od Warszawy.  
— A co ja mam robić? — zapytałam, w duchu modląc się, by oszczędził mi wyganiania Amelii. Bo co niby miałam zrobić? Wrzucić jej do domu zdechłe szczury? Oblać farbą przed wejściem do hali? 
— Jesteś dziewczyną, znasz na tych wszystkich romantycznych sprawach, co nie? 
— Możliwe. 
— W takim razie ogarniesz, jak z powrotem zeswatać rodziców. Wiesz, romantyczne kolacje, czy coś w tym stylu. 
Cicho parsknęłam śmiechem. Teoretycznie pomysł był dobry, ale cała wizja totalnie szalona. Przecież to byli moi rodzice!
Jeszcze raz uważnie przyjrzałam się Nicolasowi. Już nie wyglądał jak siedem nieszczęść. W jego oczach pobłyskiwała determinacja, upór. Wiedziałam, że nie odpuści choćby świat walił mu się na łeb. 
Było jednak coś, co nadal nie dawało mi spokoju. 
— Naprawdę wierzysz, że jestem twoją siostrą? — zapytałam ostrożnie. Sama przecież miałam problem z przyswojeniem informacji o podróżach w czasie. A Nico nie przeżył tego na własnej skórze. 
Zawahał się. Omiótł mnie uważnym spojrzeniem i powoli pokiwał głową. 
— Ja… to szalone. I pokręcone. Ale wierzę. Wierzę, że jesteś moją małą Pierrette. I muszę cię chronić za wszelką cenę. 

Paryż, 21 luty 2039

Jak długo siedziałem na cmentarzu? Bardzo długo. Moje spodnie przemokły od klęczenia na ziemi, palce posiniały, zdrętwiały stopy. Oddychał ciężko lodowatym powietrzem, cały czas wpatrując się w nagrobek. W kółko szeptałem datę śmierci mamy. Styczeń, styczeń, styczeń… Jak mogłem się pomylić? 
Gdy w końcu wstałem, słońce wisiało już wysoko nad miastem. Na drżących nogach ruszyłem przed siebie. Wracałem do domu, starając się nie spoglądać na twarze innych ludzi. W każdej mijanej kobiecie widziałem mamę, wszystko mi ją przypominało. Widziałem jak się uśmiecha, jak się śmieje. Jak głaszcze mnie po głowie i czule całuje w czoło. Jak nieudolnie próbuje doprowadzić do ładu moje włosy. Jak karci mnie za kolejny wybryk. 
Jak mogłem pomylić daty, jak?! 
Stanąłem przed domem czując, że mam wszystko głęboko gdzieś. Tajemnicze dokumenty, pojawienie się Nicolasa, nawet Pierrette w hospicjum. Chciałem już tylko położyć się w łóżku i przespać resztę dnia. 
Problem był w tym, że ledwo przekroczyłem próg pokoju, a już zostałem zaatakowany przez wściekłą Aishę. 
— Gdzieś ty do cholery był?! — warknęła, w ostatniej chwili powstrzymując się, by nie trzepnąć mnie w łeb. — Wiesz, ile mamy rzeczy do obgadania?! 
Posłałem jej tylko wycieńczone spojrzenie, a potem opadłem na łóżko obok Zana. Materac zaskrzypiał cicho, a potem automatycznie dostosował się do ciężaru dwóch osób. 
— Możemy to przełożyć na kiedy indziej — mruknąłem, chowając twarz w poduszce. — Mam ciężki dzień. 
— Nie ty jeden — parsknął Zan. — Stary, nawet nie wiesz, co ta kobieta — wskazał na Aishę. — Potrafi zrobić gdy jest wściekła! Serio, już wolałbym studiować życie koników morskich na Antarktydzie. 
— Koniki morskie żyją na Antarktydzie? — rzuciłem bezmyślnie. 
Jeśli wzrok mógłby mordować, to już mógłbym rezerwować sobie ciepłą miejscówkę na najbliższym cmentarzu. 
— Chodzi o to, że nic, ale to nic nie odkryłam! — jęknęła z irytacją Aisha. — Nic, zero, nul! Nie jestem wstanie przejść przez bariery bez zostawienia śladów. Powiedz, że dowiedziałeś się czego od ojca? — spojrzała na mnie z wyczekiwaniem. 
Westchnąłem głęboko. Przeczesałem palcami włosy i znów westchnąłem. 
— Tata nie chce o tym rozmawiać. Zresztą na razie jest zbyt zajęty leczeniem kaca i wymyślaniem, jak przekonać lekarzy by dalej badali Pretty. 
Opowiedziałem im, co się stało w nocy. Gdy Zan usłyszał o hospicjum przeklął głośno i przywalił pięścią w ścianę. Pierwszy raz widziałem go naprawdę wściekłego. Pierwszy raz spod koszulki z Pikachu i tęczowych szelek wydostało się coś po za niesłabnącym optymizmem. 
— Naprawdę nic nie da się zrobić? 
— Tata twierdzi, że nie — mruknąłem. — Ale Nico na pewno jeszcze raz zbada sprawę. Może uruchomi swoje wojskowe kontakty by lepiej przebadano Pierrette. 
Obydwoje ze zrozumieniem pokiwali głową. Na twarzy Zana wściekłość nadal mieszała się z przerażeniem, za to Aisha była po prostu zdeterminowana. 
— To na pewno ma jakiś związek z tymi aktami — stwierdziła. — Tylko musimy dowiedzieć się jaki! Nie wiem jak, ale coś wymyślę, przecież zawsze coś wymyślam — zaczęła chodzić w kółko po pokoju. 
Czując, że to może chwilę potrwać, położyłem się z powrotem na łóżku. Pustym wzrokiem wpatrywałem się w sufit. Z dołu dobiegały do nas przyciszone głosy świadczące o tym, że Nico i tata toczą zawziętą dyskusję. 
— Zamierzasz wychodzić w mojej podłodze dziurę? — rzuciłem po jakiś pięciu minutach milczenia. Cóż, akurat cierpliwość nigdy nie była moją mocną stroną. — Jeśli tak, to może przeniesiemy się na parter? Te stropy mają jakieś dwieście lat. 
Asiha fuknęła wściekle, ale zatrzymała się. Spojrzała na mnie, na Zana i w zamyśleniu przygryzła wargę. 
— Chyba coś mam — zaczęła ostrożnie. — To stare akta, więc na pewno miały wersję papierową. I to kilka kopii. Musimy więc odkryć, kto zablokował dokumenty i spróbować znaleźć analogowe archiwa. Wyślij mózgownice Walt i pomyśl, kto w otoczeniu twojego ojca miałby wystarczające wpływy by utajnić dokumenty. 
— Wujek David — rzuciłem bez namysłu. — Młodszy brat taty. Chyba pracował kiedyś dla Interpolu. 
— Więc na pewno za tym stoi.
Przekręciłem się na bok, by spojrzeć na Aishę. Zrobiłem to jednak tak bezmyślnie, że zapomniałem o ograniczonych wymiarach z łóżka. Z hukiem wylądowałem na podłodze, a mój już i tak złamany palec postanowił ogłosić strajk. 
— Wszystko w porządku, Walt? — krzyknął z parteru zatroskany Nico. 
— Jest okej — odpowiedziałem, z trudem podnosząc się z ziemi. — Tylko… zrzuciłem książki. 
Chyba nie skojarzył, że w moim pokoju było tylko kilka komiksów, bo nie drążył tematu. Usiadłem z powrotem na łóżku i zmęczonym wzrokiem potoczyłem po przyjaciołach siostry. 
— W takim razie, co robimy? 
Aisha w zamyśleniu podrapała się po brodzie. Prawie widziałem szaleńczo działające w jej głowie trybiki. 
— Gdzie jest teraz twój stryj? 
— A kto go tam wie? — wzruszyłem ramionami. — Jak przeszedł na emeryturę, to wyjechał z kraju i zaszył się w jakimś Las Vegas czy innej Florydzie. Albo siedzi w kasynie i ogrywa mafijny bossów albo pod palmami pije drinka w otoczeni roznegliżowanych panienek. Taki typ. 
— Dostanie po nim duży spadek? — Zanowi aż zaświeciły się oczy. 
— Jak już kopnie w kalendarz to na pewno. Tylko będziemy musieli się nim podzielić z szanownym kuzynem Isaacem. I z kuzynem Leonem. I z kuzynką Dianą, o Selenie nie zapominając. Wady dużej rodzinie. 
— Czyli raczej nie możemy liczyć na jego pomoc? — Aisha momentalnie sprowadziła nas na ziemie. Zaczynałem się zastanawiać, czy ta dziewczyna kiedykolwiek żartuje. Albo chociaż próbuje żartować. 
Zmarszczyłem brwi, próbując przypomnieć sobie wszystko co wiedziałem o wujku Davidzie. Było to o tyle trudne, że widziałem go zaledwie kilka razy w życiu. Wpadał na piąte, dziesiąte i piętnaste urodziny każdego ze swoich bratanków lub siostrzeńców, przywoził jakiś kosmicznie drogi prezent po czym ulatniał się i nikt nie był wstanie powiedzieć gdzie jest. 
Chociaż może… 
— Wujek ma chyba mieszkanie, tu w Paryżu — powiedziałem bez przekonania. — Nie był w nim już od wieków. Płaci komuś żeby o nie dbał, trzyma tam stare graty. Może coś byśmy wśród nich znaleźli? 
— A wiesz, gdzie to jest? 
Otworzyłem buzię, ale zaraz ją zamknąłem. Zmusiłem szare komórki do przyspieszonej pracy. Ktoś na pewno wspominał jakiś adres. Kiedyś, przez przypadek. Musiałem sobie tylko przypomnieć… 

Nagle znalazłem się na tarasie rodzinnego domu. Słońce wisiało wysoko na niebie, było ciepło. Trzymałem się mocno grubej gałęzi czereśni, próbując dosięgnąć owoców na samej górze. Z dołu obserwowała mnie przerażona Pierrette, a na tarasie siedziała mama. Mieliśmy z siostrą po czternaście lat. To było jedno z piękniejszych wspomnień. Pielęgnowałem je starannie, pilnując, by nigdy, ale to nigdy nie zbladło. 
— Mamo, Walt zaraz spadnie! — jęknęła Pretty, gdy kolejna gałąź zatrzeszczała złowieszczo. 
— Spokojnie, Polly, twój brat doskonale wie co robi. — Mama uśmiechnęła się czule, a ja wypiąłem dumnie pierś. — A zresztą jeśli spadnie i się połamie, to sam będzie sobie pluł w brodę, że zapomniał o zbliżającym się meczu. 
— Kurwa!
— Walt, język! 
Pretty zaśmiała się cicho, a ja tylko z irytacją przewróciłem oczami. Nie wszedłem jednak wyżej. Nazbierałem trochę czereśni do koszyka i zszedłem bardzo powoli. 
— Jak już dorosnę to będę robić co tylko zechcę — rzuciłem. — Tak jak wujek David. Podróżuje po świecie, klnie ile chce, wspina się wysoko i nikim, ale to nikim się nie przejmuje. 
— Wujek David jest dziwny — stwierdziła. — Nawet nigdzie nie mieszka. Nie ma mieszkania, ani domu, ani nic. 
— Mylisz się, skarbie. — Mama powoli podniosła się krzesła. Miała pięćdziesiąt sześć lat, ale nadal była piękna. W młodości ostre rysy twarzy tylko ją postarzały, teraz dodawały uroku. Gęste, jasne włosy spinała luźno spinką. Delikatne zmarszczki otaczały duże, niebieskie oczy. 
Ale najpiękniejszy miała uśmiech. Ciepły, delikatny uśmiech, w którym kiedyś zakochał się tata. 
— David ma mieszkanie — powiedziała, zabierając ode mnie kosz z owocami. — I to nawet tu w Paryżu, przy Rue de la Pêche 15. Choć prawdą jest, że rzadko tam bywa. 
— No widzisz! — posłałem siostrze triumfalne spojrzenie. — Wujek jest najlepszy! 
Obrażona Pierrette tylko wydęła usta i odwróciła się na pięcie i zniknęła w domu. Mama odprowadziła się ją wzrokiem, a potem poczochrała moje włosy. Co było trochę trudne, bo już byłem prawie jej wzrostu. 
— Tylko pamiętaj, że we francuskim słowniku jest zdecydowanie więcej, ciekawszych wyrazów — zaśmiała się serdecznie, tak jak tylko ona potrafiła się śmiać. 
A ja jeszcze przez wiele lat śniłem czereśniach. 

— Rue de la Pêche 15. — Poderwałem się z łóżka. — Jeśli nic się nie zmieniło, tam zajdziemy mieszkanie stryjka. 
Aisha szybko wpisała adres do wyszukiwarki. Tablet wyświetlił holograficzną mapę miasta, na czerwono zaznaczając szukane miejsce. 
— To na przedmieściach. Starych przedmieściach. Stojące tam bloki jeszcze dziesięć lat temu uważane były za nowoczesne. 
Powoli pokiwałem głową. To bardzo pasowało do wuja. Choć rzadko przebywał w rodzinnym mieście, to pewnie lubił chwalić się jaki to on lokal nie kupił w stolicy miłości. Pewnie znajdywał kobiety, które na to leciały. 
— Dochodzi południe. — Zan zerknął na elektroniczny zegarek, na którym ogonem wesoło machał smok. — Jeśli się pospieszymy, wyrobimy się przed popołudniowymi zajęciami. 
— Chcecie zająć się tym już dzisiaj? — uniosłem ze zdziwieniem brew. 
— A dlaczego by nie? — wzruszył ramionami. — Im szybciej dowiemy się, co dolega Pierrette, tym szybciej będziemy mogli ją wyleczyć. 
Znów przeczesałem palcami włosy. Spojrzałem na Aishę, która jedynie kiwnęła głową. Była cholernie zdeterminowana i nic, ale to nic nie mogło powstrzymać ją przed osiągnięciem celu. 
— Nie mamy klucza… 
— Włamałam się do mieszkania Theodora, to i do twojego wujaszka się włamię — prychnęła. — Jak nie elektronicznie to analogowo. Musimy coś zrobić, Walt. Inaczej powariujemy. 
Niechętnie przyznałem jej rację. Przez chwilę stałem na środku pokoju, wahając się co zrobić. W końcu jednak wziąłem głęboki wdech, wyprostowałem się dumnie i otworzyłem drzwi. 
— Na co czekacie?! — pogoniłem pozostałych. — Świat sam się nie uratuje. 
Ledwo jednak zszedłem na parter, a wyparował ze mnie cały zapał. Drogę zagrodził mi tata. Ze skrzyżowanymi na piersi rękami i workami pod oczami wyglądał cokolwiek przerażająco. 
— Idziesz odwiedzić Pierrette? — zapytał słodki głosikiem. 
— Ja… nie do końca — z zakłopotaniem podrapałem się po głowie. 
— Nie byłeś u niej od dwóch dni. 
— Przecież i tak cały czas śpi. 
— Ona cię potrzebuje, Walt. Jesteś jej bratem. Bliźniakiem. Jeśli ktoś ma sprawić, że się obudzi to właśnie ty. 
Westchnąłem cicho. Zrezygnowany pokiwałem głową. Nie miałem ani siły ani ochoty, by kłócić się z tatą. 
— Dobrze, wpadnę do niej popołudniu. A teraz przepraszam, ale muszę coś szybko załatwić. — Zgrabnie go wyminąłem, podobnie jak Aisha. Jedynie Zan rzucił radosne „Do widzenia panie Antiga” i wyszczerzył się przy tym tak przerażająco, że byłem pewny, że tata zaraz znów sięgnie po alkohol. 
Asiha miała rację. Mieszkanie stryja znajdowało się prawie godzinę drogi od centrum, w nowoczesnym, lśniącym od szkła i metalu bloku. Drzwi również pilnował portier, ale nawet na nas nie spojrzał, po prostu wpuścił do środka. Ciężko było stwierdzić, czy to dlatego, że byłem aż tak sławny, czy też dostał takie polecenie od Davida. 
Lokal numer piętnaście znajdował się na ostatnim piętrze i zajmował cały poziom. W drzwiach owszem znajdował się zamek na zwyczajny klucz, ale obok powieszono małą skrzynkę. Ktoś zadbał o nowoczesne zabezpieczenia. 
— Odcisk palca — jęknęła Aisha. — Mogę spróbować się przedostać, ale to chwilę zajmie. 
Ze zrozumieniem pokiwałem głową. Byłoby zbyt łatwo, gdyby wuj nie zostawił żadnych zabezpieczeń. Był w końcu tajnym agentem, co nie?  
Nagle coś mnie tknęło. Coś w rodzaju rodzinnego przeczucia. Instynkt? Podświadomość? Może po prostu byłem głodny? 
Bez namysły przyłożyłem palec do skanera. Głupie, co nie? Aisha już otworzyła usta by na mnie nakrzyczeć, gdy coś kliknęło i drzwi odskoczyły na kilka centymetrów. 
— Jak… jak to zrobiłeś? — wydukała zdezorientowana. 
— Nie mam pojęcia — odparłem zgodnie z prawdę. — Po prostu chciałem spróbować. Widziałaś jak patrzył na mnie portier? Nie tylko mnie rozpoznał. Doskonale wiedział, że może mnie wpuścić. Czuję… po prostu mam wrażenie, że wujaszek David przewidział nasze odwiedziny. Albo przynajmniej moje. 
— Niby dlaczego? — prychnęła. 
— Bo byłem jego ulubionym bratankiem? — wzruszyłem ramionami. — Oh, proszę, nie zaglądajmy darowanemu koniowi w zęby. Znajdźmy co mamy znaleźć i zmywajmy się stąd jak najszybciej jak się da. 
Pchnąłem drzwi i bardzo powoli wszedłem do mieszkania. Tak jak przeczuwałem od razu znalazłem się w przestronnym salonie, z aneksem kuchennym i oknami na całą szerokość ściany. Oprócz długiego, granitowego blatu, wiszących szafek i zniszczonej sofy w pomieszczeniu nie było żadnych mebli. Drzwi po dwóch stronach musiały prowadzić do dalszej części mieszkania. 
— Sprawdźcie pokoje — rzuciłem bez namysłu. — Ja ogarnę kuchnię. 
Aisha i Zan pokiwali głowami, a potem zniknęli w pomieszczeniu po prawej. Pierwsze co zrobiłem, to zaglądnąłem do lodówki. Mimo wszystko byłem tylko facetem, najpierw myślałem żołądkiem. 
— Witaj, Walterze. 
Podskoczyłem, słysząc nagle czyjś głos. Na kuchennym blacie siedział wuj David. A raczej hologram, który miał przedstawiać wuja Davida. O dwadzieścia lat młodszego, z rozczochranymi, ciemnymi lokami, w skórzanej kurtce i podartych dżinsach. Uśmiechał się chytrze, przygryzając wypalonego papierosa. 
Przełknąłem nerwowo ślinę. Chciałem zawołać Aishę i Zana, ale głos dosłownie ugrzązł mi w gardle. 
— Och, nie rób takiej przerażonej miny, Terry — zaśmiał się mężczyzna. — Nigdy hologramu nie widziałeś? Daj spokój, nie jestem duchem. I nie, nie rozmawiam z tobą osobiście. Mam sporo ciekawszych rzeczy do roboty. Pewnie zastanawiasz się, jakim cudem skaner zareagował na twoje linie papilarne…
— Łał, skąd wiedziałeś — burknąłem. 
— Mówiłem już, że zawsze byłeś moim ulubionym bratankiem? — nonszalancko zgasił papierosa. — Tak beztroski, otwarty, szalony, normalnie wykapany ja! Serio, czasami się zastanawiam, czy to na pewno Stephane jest twoim ojcem. W końcu Stephanie była taką piękną kobietą. — mrugnął zawiadacko, a ja nagle poczułem ochotę by mu porządnie przywalić. — W każdym razie stwierdziłem, że jeśli już mam komuś przepisywać cały swój majątek to właśnie tobie. Wikitować mogę przecież w każdej chwili, teraz lub za dziesięć lat… Tak przy okazji, wiedziałeś jak rozwinęła się grafika komputerowa? Zobaczysz mnie odmłodzonego o dwie dekady. Prawda, że byłem nieprzyzwoicie przystojny?
Przez głowę przeszła mi myśl, że to kara za wszystkie grzechy. Wiecie, za pychę i przeświadczenie o własnej wspaniałości. Za wszystkie te momenty, kiedy postanowiłem się po przechwalać. 
— Żeby oszczędzić ci zabawy z wyważaniem drzwi po mojej ewentualnej śmierci, która na pewno nastąpi, gdy zejdę na zawał po szalonym, kilkugodzinnym seksie z jakąś uroczą białogłową, postanowiłem ułatwić ci dostęp do tego mieszkania oraz pięciu innych nieruchomości na całym świecie. Tak, wiem, że robisz karierę jako koszykarz. Jeśli nie chcesz tej kasy to po prostu przeznacz ją na jakieś biedne pandy czy inne sierotki. Zanudzam? 
— Tak trochę — prychnąłem. Aisha i Zan nadal przeszukiwali sypialnie. Albo znaleźli coś ciekawego albo natknęli się na jakąś pułapkę zastawioną przez wujaszka. 
— Nie? No to super. Poinstruowałem Kevina,  to ten grubas przy wejściu, że ma cię wpuścić. Nawet nie musiałem dawać zdjęcia, wszyscy Francuzi cię kojarzą. A potem tylko wgrałem twoje odciski palców do systemu. Nie musisz dziękować, serio. Ale fajnie by było gdybyś to zrobił. Rąbnij mi jakiś fajny nagrobek, okej? Taki wiesz, nowoczesny. Albo nie, antyczny! Wenus z Milo, czy coś podobnego. Wiesz, żeby było na co popatrzeć. 
Mimowolnie parsknąłem śmiechem. Taki nagrobek to i sam bym sobie postawił. 
— W każdym razie to tyle. Mam nadzieję, że nie zanudziłem cię na śmierć. Jeśli tak, to szukaj w podziemiach styjaszka Davida. Urządzimy imprezę stulecia! — Zarechotał, a potem zniknął. Tak po prostu. 
Bardzo długo stałem bez ruchu, jak idiota gapiąc się w blat. To wszystko stało się naprawdę, czy też miałem zwidy? Nico dodał do herbaty grzybki halucynogenne? A może jednak w nocy postanowiłem napić się z tatą 
Powoli zrobiłem krok w przód. A potem w tył. I znowu w przód. Na drżących nogach obszedłem blat dookoła. Dopiero po chwili dostrzegłem zamontowany w okapie rzutnik. 
— A i jeszcze jedno — hologram pojawił się ponownie, a ja prawie padłem na zawał. — Jeśli potrzebowałbyś czegoś by szantażować swojego ojca, a mojego ukochanego braciszka, to zajrzyj do trzeciej szafki po prawej. — Pstryknął palcami i rozpłynął się powietrzu. 
Oparłem się o ścianę i odetchnąłem głęboko. Raz, drugi, trzeci. Moje serce nadal biło jak oszalałe. Jeszcze tego brakowało żeby kopnął w kalendarz. No tego to mi trener na pewno nie wybaczy. 
Gdy w końcu ponownie włączyłem mózg ( chyba jednak się przegrzał), zajrzałem do wspomnianej szafki. Było tak tylko tekturowe pudełko i cieniutka, pożółkła teczka. Położyłem je na blacie i zupełnie zapominając o Aishy i Zanie, zacząłem przeglądać. 
W pudełku nie był nic ciekawego, oprócz strasznej ilości zdjęć taty z dzieciństwa i wczesnej młodości. Wiecie, ten typ fotografii, który każdy najchętniej zakopałby głęboko pod ziemią. A wcześniej spalił. Tak na wszelki wypadek. Tata jako niemowlak na nocniku ( Za co!). Krzywo obcięty tata na rozdaniu nagród ( Serio, kto dał babci nożyczki do ręki?!), pijany tata w wannie po imprezie ( ciekawe kto robił, to zdjęcie… ). Już dorosły tata z różowymi włosami ( tak, reprezentacja Francji była kiedyś jedną wielką zemstą fryzjera.) 
Po za tym nic ciekawego. 
Sięgnąłem po teczkę i od razu uśmiechnąłem się triumfalnie. Logo Włoskiej policji na pierwszej stronie akt wyglądało bardzo obiecująco. 
— Aisha! Zan! Chyba coś znalazłem! 
Momentalnie znaleźli się w salonie. Zan wyglądał na zrezygnowanego, a Aisha na wściekłą. Wyrwała mi teczkę z rąk i zaczęła pospiesznie przeglądać wszystkie zebrane dokumenty. Pod aktami policji było coś jeszcze, ale nie mogłem zobaczyć co. 
— Okej, to przynajmniej część tego, co szukaliśmy — powiedziała w końcu. 
— Wyjaśnisz? — poprosiłem, na wszelki wypadek sprawdzając, czy zaraz nie pojawi się kolejny hologram. — Tylko w skrócie po proszę. To mieszkanie… ma w sobie coś niepokojącego. — Wzdrygnąłem się mimowolnie. 
W skrócie? Twój ojciec został oskarżony o pobicie niejakiego Mario Quillana,  Włocha. Facet dość długo dochodził do siebie. Sprawę ułożono, bo brakowało dowodów. I chyba wtrącił się twój wujaszek. Wiesz, to było czterdzieści lat temu, media społecznościowe dopiero raczkowały, ale pewnie chcieli się zabezpieczyć na przyszłość. 
Powoli pokiwałem głową. Czy byłem zszokowany? Szczerze? Ani trochę. Spodziewałem się czegoś podobnego. Wiedziałem, że w przeszłości tata był trochę porywczy. Nie lubił tego przyznawać, ale dopiero po wielu latach małżeństwa z mamą nauczył się trzy razy zastanawiać, co robi i mówi.
— Napisali, dlaczego to zrobił? — zapytałem czysto formalnie. 
— Nie. Ani słowa. 
—  Może to ma związek z tą drugą sprawą — zasugerował Zan. — Tą, w której twój ojciec był świadkiem. 
— Może. Ale na razie się tego nie dowiemy. Nie ma więcej dokumentów z pieczątką włoskiej policji. 
W zamyśleniu przygryzłem wargę. 
— Przydałoby się znaleźć tego całego Mario — mruknąłem. — Jeśli tata znalazł mu za skórę, to może chciał się zemścić? 
— Po czterdziestu latach? — prychnęła kpiąco Aisha. 
— Dlaczego by nie? — wzruszyłem ramionami. — Masz jakiś inny pomysł? 
Zaginęła usta w wąską kreskę. Wróciła do przeglądania papierów. 
I nagle pobladła. Spojrzała na Zana, potem na mnie i przełknęła głóśno ślinę. 
— Chyba powinieneś to zobaczyć, Walt. 
— Muszę? — jęknąłem. — Jestem głodny! Potrzebuję burgera! Porządnego, wypchanego dodatkami burgera! 
Takiego, jak robi Julcia — dodałem w myślach, uśmiechając się nieznacznie. 
— Przeczytaj — szepnęła Aisha i delikatnie podsunęła mi teczkę. 
Z irytacją przewróciłem oczami. Serio, co mogło być aż tak straszne, że nie chcieli o tym mówić. Już wiedziałem, że tata kogoś pobił. Okej, bójki się zdarzają, jestem wstanie z pamięci wymienić dziesięciu innych sportowców, którym umorzono podobne sprawy. O wiele większym przestępstwem było farbowanie się na różowo. Za to powinni go wsadzić. 
— Dajcie spokój — machnąłem lekceważąco ręką. — Zajmijmy się lepiej znalezieniem faceta, któremu przywalił tata.
— I tak uważam, że powinieneś to przeczytać. — Aisha była czasami gorsza od osła. — I może… wziąć sobie dzień przerwy. 
Żeby w końcu uwolnić się od tego jakże irytującego nagabywania, sięgnąłem po papiery. Miałem zamiar przelecieć tylko wzrokiem po tekście, a potem wybrać się na obiad. Naprawdę robiłem się głodny. 
Zatrzymałem się już na nagłówku. Zamrugałem raz. Drugi. Trzeci. Litery nadal układały się w dwa, przerażające słowa. 
Zaczęło mi się kręcić w głowie, dosłownie traciłem ziemię pod nogami. Zatoczyłem się do tyłu, wpadając na ścianę. Z trudem łapałem oddech. To niemożliwe, to po prostu nie możliwe. To nie może być prawda. Dzieje się coś dziwnego, coś bardzo dziwnego. 
Jeszcze raz spojrzałem na dokument. Może tylko mi się przewidziało? 
Nie, nagłówek nadal tam był. Nadal czarny, nadal przerażający. 

Sprawa Rozwodowa


A potem zapadła ciemność. 


W ten jakże deszczowy poranek przedstawiam rozdział dziewiąty. Nie będę się rozpisywać na jego temat, ale mam nadzieję, że się podobał. Jak zwykle z niecierpliwością czekam na wasze komentarze. 
Pozdrawiam
Violin

15 komentarzy:

  1. Amelia kojarzyła mi się z blond cycatą niezbyt rozgarniętą dziunią, ale teraz zaczynam się martwić, że jest super inteligentną, przebiegłą suką. Ja nie chcę nic mówić, ale jakby dać jej rękawice, którą miał Thanos, to na pewno wykorzystałaby cały jej potencjał XD
    W sumie jej postać zaczęła mnie intrygować, a może nie tyle, co ona, co jej pobudki. Znaczy, niszczy związki bo tak? Nieee, za tym musi się coś kryć, choroba psychiczna, śmierć złotej rybki, cokolwiek? Teraz to ja bym chętnie pomogła Pretty, zamieniając się w super stalkera i zaraz bym wszystko wiedziała!
    W ogóle, o boziu jaki ja mam szalony plan! Otóż, jak Pretty rozmawiała z Nico o tych romantyzmach, to pierwsze co pomyślałam to
    W sumie Nico chyba nie ma dwunastu lat, jest całkiem ponętny, może poderwać Amelię i się dowiedzieć co nie co. Oczywiście ona jako geniusz zła będzie wiedziała, że Nico to syn Stephena, ale ostatecznie łyknie haczyk. I to bardzo chętnie łyknie haczyk (o boże jakie to dwuznaczne i idealnie pasuje do jej sytuacji xD), bo przecież lubi krzywdzić ludzi, więc skrzywdziłaby Stephana nawet bardziej! Niszcząc małżeństwo i romansując z jego synem! O, tak!
    Tylko żeby to miało ręce i nogi, to musiałabym cały potencjalny scenariusz wymyślić w swojej głowie, a już tak się podjarałam samą myślą, ze muszę ostudzić ten nikczemny zapał xD
    Drugim świetnym pomysłem jest ją po prostu nagrać i pokazać wszem i wobec (zwłaszcza mateczce).
    To teraz Walter. Ah Walt, jak jeszcze go nie lubiłam to zachowywał się zupełnie jak wujaszek, wręcz śmiechłam, gdy hologram zaczął gadać xD Wcale się nie dziwię, że ta dwójka wybitnie się lubiła xD
    Mam nadzieję, że po odkryciu dokumentów w komnacie tajemnic wujaszka, w końcu tatulek zacznie gadać. To nie tak, że go nie lubię, ale no nie lubię go xD
    Nic nie chce mówić, ukrywa jakieś rzeczy, a jak jest źle to udaje, że w sumie wszystko ok (to tak podsumowując przeszłego i obecnego ojczulka, jakby co). No po prostu, takie przesłuchanie bym mu zrobiła, że od razu zacząłby mówić. A jak nie, to pożegnałby się z witaminkami.

    W ogóle teraz zauważyłam, że przecież Pretty robi śledztwo na temat ojca, a Walt robi dokładnie to samo tylko w innym wymiarze. Ewidentnie magiczne czasoprzestrzenne DNA.

    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam bardzo serdecznie!
    Eden

    https://untilthedawn.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thanos! Avenger! Jak kiedyś zacznę pisać opowiadanko z siatkówką i Marvelem to będziesz pierwsza, która się o tym dowie. Choć Endgame trochę pokrzyżowało mi plany ;(
      Ogólnie to mówiłam już, że uwielbiam Twoje teorie? I przypuszczenia? I pomysły? Gdyby nie fakt, że mam już większość rzeczy rozpisanych, to z chęcią skorzystałabym z Twoich pomysłów. No bo kurczę Nicolas podrywający Amelię xd
      Ale może coś tam kiedyś przemycę.
      Wielowymiarowe, czasoprzestrzenne DNA –– brzmi super.
      Pozdrawiam
      Violin

      Usuń
    2. Nic nie stoi na przeszkodzie, by napisać własne Endgame, zwłaszcza, że masz obeznanie w podróżach w czasie :D W każdym razie, będę czytać z wielką chęcią ^^

      Usuń
    3. Tia... Choć chyba po tym opowiadania będę miała dość podróży w czasie. Prędzej po prostu umieszę fabułę przed Infinity War.
      I tak prędko niczego nie zacznę, bo jednak chcę najpierw skończyć Once Upon...

      Usuń
  2. Przepraszam, że nie zostawię wyczerpujące komentarza, ale aktualnie trwa u mnie remont i mam ograniczony czas, ale chciałam dać Ci znać, że przeczytałam rozdział (z przerwami).
    Sporo się zadziało w tym rozdziale u Polly i mam nadzieję, że teraz wiedząc, jakie zamiary ma Amelia coś wymyślą z Nicolasem.
    A u Walta i reszty również postępy. Odnaleźli akta, a na domiar złego papiery oznaczające rozwód rodziców, ale coś czuję, że do rozwodu nie doszło ostatecznie, bo zapewne mogłoby to być wspominane w rodzinnych rozmowach.
    Zarówno jedni, jak i drudzy posuwają się do przodu i mam wrażenie, że mogą odkryć o co chodzi w tej sprawie w tym samym momencie.
    Buziaki i do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, remonty potrafią być wyjątkowo uciążliwe ;) Ale cieszę się, że znalazłaś moment, by napisać choć ten krótki komentarz. To zawsze bardzo mnie motywuję.
      Pozdrawiam
      Violin

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trixie z wielkim przytupem dołączyła do drużyny mającej na celu powstrzymanie katastrofy i poważną zmianę przyszłości. Choć nie zna prawdy, może okazać się bardzo przydatna. Jest bardzo spostrzegawcza i bystra, a na dodatek odważna. 
    W końcu to dzięki zdobytemu przez nią adresowi Amelii i sporemu uporowi w podsłuchaniu rozmowy tej kobiety, Pierette poczyniła olbrzymie postępy w śledztwie. 
    Prawdziwe intencje Amelii ujrzały światło dzienne. Wprost brak mi słów na zachowanie tej kobiety. Rozbijanie małżeństw dla zabawy i uwodzenie dla zwykłej zachcianki kolejnych mężczyznami to jej sposób na życie? Też sobie obrała cel... Oby tym razem nie udało się jej zrealizować tego perfidnego planu. Stephane nie może jej po prostu ulec. W innym przypadku popełni nieodwracalny błąd, którego nie wybaczy sobie do końca życia. 
    Mam nadzieję, że Pierette i Nicolas znajdą jakiś sposób, aby Amelia zniknęła raz na zawsze z życia ich rodziny, zwłaszcza że dzieje się w niej coraz gorzej. Z każdym dniem pomiędzy Stephanie a Stephanem narasta coraz większy mur wyrzutów i wzajemnych oskarżeń. Pierette naprawdę musi szybko wpaść na jakiś genialny pomysł, który na nowo ich do siebie zbliży. 
    Walter podobnie jak jego siostra, także nie próżnuje. Dzięki pomocy Aishy i Zana powoli zaczyna odkrywać rodzinne sekrety. Wygląda na to, że w mieszkaniu wuja wpadł na dość interesujący trop. Te akta sprawy związane z bójką muszą mieć jakieś znaczenie dla tego całego bałaganu, który obecnie dzieje się w dwóch rzeczywistościach. W końcu nie bez powodu znalazły się one w tym mieszkaniu. 
    Swoją drogą wujek David to niezły spryciarz. Ten pomysł z hologramem był genialny. Choć to dość specyficzna osoba. Nie miałabym nic przeciwko, aby częściej tutaj gościł.
    Koniec rozdziału mnie zszokował. O co chodzi z tą sprawą rozwodową? Czy dotyczy ona Stephana i Stephanie? Jeśli tak, to oznacza to, że Pierette naprawdę nie ma dużo czasu na naprawę przeszłości. Bardzo mi się to nie podoba.
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, przyznam, że sama mam zapisane ileś pytań, co do fabuły. Niby znam na nie odpowiedzi, ale muszę się pilnować, by akcja szła w odpowiednim kierunku. Bo co jak co, ale czytając komentarze zawsze mam ochotę wykorzystać jakąś teorię.
      Ogólnie to bardo dziękuję za komentarz. To zawsze daje mega kopa.
      Pozdrawiam
      Violin

      Usuń
  5. Dzisiaj szybciutko, bo moje O mnie się nie martw już leci. Wybacz długość, ale bardzo zmęczona po intensywnym tygodniu. Trixie to dziewczyna na medal, gdyby nie ona, to nigdy, ale to nigdy Pierette nie usłyszałaby tych bolesnych słów. Takie są najgorsze. Bawią się cudzym nieszczęściem, rozwalają szczęśliwe rodziny, ale z drugiej strony, gdyby facet nie chciał, to by trwał przy swojej żonie. Jednak Amelia musi zniknąć, nie lubię jej, a nawet nienawidzę. Chociaż może trener uległ romansowi, skoro jego syn znalazł ten przerażający dokument. Co jeśli jego matka się o tym dowiedziała i to też spowodowała, że choroba postępowała szybciej? Na koniec wspomnę o szalonym wujaszku Davidzie hahaha. Kto by pomyślał, że tak powita swojego bratanka. No to teraz znikam i muszę powiedzieć, że z ogromną niecierpliwością czekam na nowość. Weny i udanego weekendu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, cały czas pracuję nad Amelią, nad jej historią. Bo mam wrażenie, że czegoś nie dopracowałam.
      A co do dokumentów, to wkrótce pewne rzeczy się wyjaśnią ;) Ale nic więcej nie mogę powiedzieć!
      Bardzo dziękuję za komentarz i pozdrawiam
      Violin

      Usuń
  6. No proszę! Pretty i Trixie stały się partnerkami "w zbrodni" :D Swoją drogą nasza niebieskowłosa dobrze to sobie wykombinowała ^^ ale uważam że panience Antiga potrzebna jest do pomocy tak osoba. Sama przez ogrodzenie by nie przeskoczyła :D Zawsze to lepiej być po jednej stronie z Trixie niż być przeciwko mniej. Ale! Dzięki ich eskapadzie dowiedzieliśmy się jakie ziółko jest z Amelii. Serio, spodziewałam się wszystkiego. Ale czy ona chce serio poderwać i rzucić Stephana dla zabawy? Nienormalna jest czy jakaś ^^ już prędzej bym to zrozumiała gdyby się w nim serio zakochała albo to miało jakieś głębsze dno niekoniecznie zgodnie z prawem. A tu proszę, dla własnego "widzi mi się" chce rozwalić rodzinę. Psycholka i tyle! Mam nadzieję, że tajemniczy plan Nico aby się jej pozbyć uda się w 100% a wtedy Pretty będzie mogła zeswatać rodziców od nowa :D Ale ... czy to na pewno o to chodziło Ivy? ^^
    Czytając rozmowę Waltera z przyjaciółmi Pretty aż sama wychodziłam z siebie z ciekawości! Że też Stephan nie mógł wyśpiewać wszystkiego synowi od razu, ale ok ... rozumiem. Dzięki temu nie byłoby całej akcji z szukaniem papierów i "rozmowy" z wujaszkiem Davidem. Rodzina Antiga jest pokręcona, to już pewne! :D Wątpię, aby pobicie miało skutek po dzisiejszy dzień. Błędy młodości, a "znając" Stephana to zapewne zrobił to w obronie jakiejś białogłowy ^^ Ale papiery rozwodowe?! Ale że co, że Stephan był żonaty? ;o Tego bym się w życiu nie spodziewała ^^ Jeśli się okaże że za tą całą dziwną sytuacją stoi jego teoretycznie była żona to moja szczęka obije podłogę haha. I weź teraz wytrzymaj w nieświadomości ^^ wykończysz mnie.
    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trixie jest zdecydowanie jedną z moich ulubionych postaci. Dodana kompletnie spontanicznie, jest dosyć charakterystyczna, więc muszę trochę popracować żeby tego charakteru nie stracić. Ale cieszę się, że w miarę wszyscy ją polubili.
      Pozdrawiam
      Violin

      Usuń
  7. Jestem! Z góry przepraszam za takie opóźnienie, ale zbliża mi się termin oddania pracy magisterskiej, więc... :D
    A to Ci Trixie! Serio, nie spodziewałam się, że zdoła ogarnąć adres Amelii, więc brawa dla niej! Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby czegoś z tego nie miała ^^ Polly jednak mistrzowsko wybrnęła z sytuacji i przedstawiła koleżance z pracy historyjkę, w którą ta uwierzyła. I dobrze! Dzięki temu mogły powęszyć, a nawet włamać się do ogródka kobiety. I całe szczęście, że Polly miała u swojego boku Trixie, bo gdyby nie ona, to nie jestem pewna, czy Polly zdecydowałaby się na taki krok. Dziewczyny dowiedziały się, co takiego chodzi po głowie Amelii i muszę przyznać, że jestem w szoku. No bo dobra, myślałam, że kobieta faktycznie jest zakochana w Stephanie i będzie próbowała go zdobyć przez wzgląd na uczucia, ale tak to... Robi to tylko dla własnego "widzi mi się", by go uwieść, a później porzucić ciesząc się, że rozbiła kolejne małżeństwo? No nie ogarniam tej psycholki! Już się nią Polly z Nico zajmą! Oby jego tajemniczy plan się powiódł, bo jestem zaintrygowana :) Całe szczęście, że pomimo tej sytuacji wierzy Polly całkowicie. We dwójkę zawsze raźniej!
    Czy ja już wspominałam o Polly i Mateuszu? Dziś nie, więc to ta pora <33 Uwielbiam ich razem, po prostu! ^^
    Nie dziwię się Waltowi, że nadal nie może uwierzyć w to, że pomylił datę śmierci Stephanie. Coś tutaj na pewno w dalszym ciągu nie gra. Ale za to pojawił się jakiś przełom w tajemniczej sprawie. Walt przypomniał sobie o wujaszku Davidzie i razem ze swoimi towarzyszami udał się na poszukiwania jego mieszkania. I całkiem sprytnie sobie to wujaszek wymyślił! To na pewno te geny haha :D Ale przynajmniej Walt dowiedział się od niego więcej niż od Stephana. Czy to na pewno to pobicie będzie odgrywało znaczącą rolę? Sama nie wiem... W dodatku informacja o sprawie rozwodowej totalnie zwaliła mnie z nóg. Jaki rozwód? I czyj?! Ach, coś się rozwiązało, ale przy okazji dostarczyłaś mi kolejnych pytań haha :D Więc z niecierpliwością czekam na nowość :)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, nawet nie chcę sobie wyobrażać, ile jest roboty przy pracy magisterskiej. Szczególnie, że ledwo wyrabiam z sprawdzianami w liceum xd
      Ale ogólnie to bardzo dziękuję za komentarz. bardzo mnie cieszy, gdy ktoś mimo wszystko znajdzie moment, by napisać kilka słów od siebie.
      Pozdrawiam
      Violin

      Usuń

.
.
.
.
.
.
GrafikaCentaura